Murray N. Rothbard: Prawdziwy Milton Friedman
| 13 kwiecień 2011 | Tekst pochodzi z mises.pl, autor Murray N. Rothbard, Prawdziwy Milton Friedman, Tłumaczenie: Jan Lewiński
Jeśli spytać przypadkowo spotkaną osobę o „ekonomię wolnorynkową”, to, o ile w ogóle słyszała cokolwiek o tym pojęciu, najprawdopodobniej uzna je za równoznaczne z nazwiskiem Miltona Friedmana. Od wielu lat profesor Milton Friedman był stale przyjmowany ze szczególnymi honorami przez prasę i ekonomistów, a szkoła Friedmana i „monetaryści” rośli w siłę jako rzekoma przeciwwaga dla keynesowskiej ortodoksji.
Jednakże, zamiast powszechnej rewerencji i podziwu dla „tego, któremu się udało”, libertarianie powinni traktować całą sprawę z dużą dozą podejrzliwości: „Jeśli jest tak oddanym libertarianinem, jak to możliwe, by był faworytem establishmentu”? Doradca Richarda Nixona oraz przyjaciel i współpracownik większości rządowych ekonomistów, Friedman faktycznie nie pozostał bez wpływu na aktualną[1] politykę, w rzeczywistości odwzajemniając się rolą swego rodzaju arcyapologety polityki Nixona.
Tak naprawdę, jak i w innych tego typu przypadkach, najlepszą odpowiedzią libertarianina jest tu podejrzenie. Szczególny gatunek „wolnorynkowej ekonomiki” profesora Friedmana trudno jednak uznać za wyjątkowo dla władzy irytujący. Milton Friedman to Nadworny Libertarianin Establishmentu i czas najwyższy, by libertarianie z tego faktu zdali sobie sprawę.
SZKOŁA CHICAGOWSKA
Postawę Friedmana zrozumieć można w pełni jedynie w kontekście jej korzeni historycznych, tkwiących w tak zwanej „Szkole Chicagowskiej” w ekonomii z lat dwudziestych i trzydziestych. Friedman, wykładowca na Uniwersytecie w Chicago, jest dziś niekwestionowanym przywódcą współczesnego, czyli drugiego, pokolenia Szkoły Chicagowskiej, której naśladowców znajdziemy pośród wszystkich ekonomistów, a najczęściej w Chicago, UCLA i na Uniwersytecie w Wirginii.
Członkowie oryginalnej Szkoły Chicagowskiej, pierwszej generacji, uważani byli w swoich czasach za „lewicujących”, i wedle wszelkich ściśle wolnorynkowych kryteriów tacy właśnie byli. I choć Friedman zmodyfikował część ich poglądów, pozostał w latach trzydziestych człowiekiem Chicago.
Program polityczny pierwszych przedstawicieli myśli Chicagowskiej najpełniej reprezentuje skandaliczna praca założyciela i głównego politycznego mentora: A Positive Program for Laissez Faire Henry’ego C. Simonsa.[2] Jego projekt polityczny (nieświadomie) laissez faire przypominał jedynie w sensie satyrycznym. Składał się z trzech kluczowych idei:
drastyczna polityka antytrustowego rozdrobnienia wszystkich firm komercyjnych do rozmiarów malutkich sklepików czy kuźni, by móc osiągnąć konkurencję „doskonałą” i to, co Simons rozumiał pod pojęciem „wolnego rynku”,
gruntowny plan przymusowego egalitaryzmu, wyrównującego dochody przez opodatkowanie dochodu,
proto-keynesowska polityka stabilizacji poziomu cen w recesji przy użyciu ekspansjonistycznych programów fiskalnych i monetarnych
Skrajne pociągnięcia antytrustowe, egalitaryzm i keynesizm: Szkoła Chicagowska w znacznym stopniu mieściła w sobie program New Dealu, zatem w środowisku naukowym lat trzydziestych zajmowała pozycję obrzeży lewicy. Choć więc Friedman zmienił i ułagodził twardogłową postawę Simonsa, to jest to jednak wciąż redivivus Simonsa; jedynie wydaje się wolnorynkowy, gdyż w międzyczasie pozostali ekonomiści przesunęli się radykalnie w lewo, ku etatyzmowi. W pewien sposób niestety Friedman dodał również elementy etatyzmu, których w starej Szkole Chicagowskiej brak.[3]
Szkoła Chicagowska o monopolu i konkurencji
Przyjrzyjmy się głównym składowym kolektywistycznego laissez faire Simonsa. Na szczęście Friedman i jego współpracownicy, jeśli chodzi o monopol i konkurencję, przeszli długą drogę od ultra-antytrustowego stanowiska Simonsa ku rozsądkowi. Friedman uznaje już za największe źródło monopolu gospodarczego działalność rządu i skupia się na likwidacji tejże działalności.
Członkowie Szkoły z biegiem czasu coraz przyjaźniejszym okiem spoglądali na funkcjonowanie na wolnym rynku wielkiego biznesu, a tacy zwolennicy Friedmana jak Lester Telser wysuwali nawet znakomite argumenty na rzecz reklam, przedtem anatemę dla „doskonale konkurencyjnych”. Ale gdy Friedman w praktyce stawał się w kwestii monopolu coraz bardziej libertariański, nie przestał podtrzymywać starej chicagowskiej teorii: że w jakiś sposób absurdalny, nierealny i nieszczęsny świat „konkurencji doskonałej” (w świecie, w którym każda firma jest tak mikroskopijna, że żadne jej działanie nie jest w stanie wpłynąć na popyt na jej produkty i ich ceny) jest lepszy niż prawdziwy, żywy świat konkurencji przezwanej „niedoskonałą”.
Nieskończenie doskonalsze spojrzenie na konkurencję znajdziemy w pomijanej „Szkole Austriackiej”, która odrzuca model „konkurencji doskonałej” i przed niego przedkłada realny świat wolnorynkowej konkurencji.[4] Więc choć praktyczne spojrzenie Friedmana na konkurencję i monopol jest nienajgorsze, słabość podstaw teoretycznych mogłaby pozwolić w dowolnym momencie na powrót do frenetycznej antytrustowości Szkoły Chicagowskiej lat trzydziestych. Na przykład nie tak dawno temu najbardziej znany towarzysz Friedmana, profesor George J. Stigler, przed kongresem bronił antytrustowego poszatkowania U.S. Steel na liczne cząstki składowe.
Friedmanowski egalitaryzm Szkoły Chicagowskiej
Choć Friedman zignorował zew Simonsa w służbie ekstremalnego egalitaryzmu wspomaganego aparatem podatku dochodowego, podstawowe rysy etatystycznego egalitaryzmu pozostały. Pragnieniem przedstawicieli Szkoły pozostaje przyłożenie w opodatkowaniu najwyższej wagi do podatku od dochodu, bez wątpienia najbardziej totalitarnego z wszelkich obciążeń. Są bardziej skłonni go popierać, ponieważ w swojej teorii ekonomii idą śladami katastrofalnej tradycji ortodoksyjnej ekonomii anglo-amerykańskiej, ostro oddzielając „mikro-” od „makroekonomii”.
To pogląd, zgodnie z którym istnieją dwa absolutnie rozdzielne i niezależne światy ekonomii. Z jednej strony, mamy sferę „mikro”, domenę indywidualnych cen ustanawianych poprzez siły popytu oraz podaży. Tu zwolennicy Szkoły Chicagowskiej zgadzają się, że najlepiej nie wpływać na wolną grę gospodarczą. Jednak podkreślają, iż jest także odmienna i odrębna sfera „makro” w ekonomii, sfera gospodarczych agregatów budżetu rządu i polityki monetarnej, gdzie nie ma możliwości czy nawet potrzeby wolności rynku.
Podobnie jak ich keynesowscy koledzy, uczniowie Friedmana chcą oddać rządom centralnym pełną kontrolę nad obszarami makro, by państwo mogło manipulować gospodarką w celach społecznych. Utrzymują oni przy tym, że zarazem możliwa byłaby wolność w świecie mikro. Krótko mówiąc, friedmaniści i keynesiści odstępują etatyzmowi kluczową domenę makro jako podbudowę jakoby niezbędną mikro-wolności wolnego rynku.
W rzeczywistości, jak pokazali Austriacy, sfery mikro i makro są ze sobą splątane, stanowiąc jedność. Nie da się przyznać państwu dziedziny makro, utrzymawszy przy tym wolność na poziomie mikro. Każdy podatek, na przykład wcale nie taki niewinny dochodowy, który obciąży mikrosferę ludzkiej jednostki, oznacza systematycznie stosowaną grabież i zabór, pociągając za sobą zaburzenia i zniszczenia na przestrzeni całej gospodarki. Godne ubolewania, że zwolennicy Friedmana i reszta świata angloamerykańskiej ekonomii nie zwrócili nigdy uwagi na to, czego już w 1912 roku, w klasycznym The Theory of Money and Credit, dokonał Ludwig von Mises, założyciel współczesnej Szkoły Austriackiej, jednocząc obszary mikro i makro w teorii ekonomii.[5]
Milton Friedman wykazał się swą faktyczną postawą stronnika podatku dochodowego i równości na wiele sposobów. Jak i w innych sferach, nie działał jako oponent etatyzmu i adwokat wolnego rynku, lecz jako technik, wskazujący państwu, jak ma działać, by jego niegodziwe mechanizmy swe zadania wykonywały sprawniej. (Z punktu widzenia czystego libertarianina im mniej skuteczne wysiłki państwa, tym lepiej![6]) Friedman sprzeciwiał się ulgom i „lukom” podatkowym, pracując nad dalej jeszcze idącym ujednoliceniem podatku dochodowego.
- Monetaryzm i Milton Friedman
- Monetaryzm i Milton Friedman (cz. 2)
- Monetaryzm i Milton Friedman (cz. 3)
- Monetaryzm i Milton Friedman (cz. 4)
- Murray N. Rothbard (cz. 2): Prawdziwy Milton Friedman
- Murray N. Rothbard (cz. 3): Prawdziwy Milton Friedman
- Murray N. Rothbard (cz. 4): Prawdziwy Milton Friedman
Komentuj z Facebookiem









































































