Murray N. Rothbard: Prawdziwy Milton Friedman (IV)
| 13 kwiecień 2011 | Tekst pochodzi z mises.pl, autor Murray N. Rothbard, Prawdziwy Milton Friedman, Tłumaczenie: Jan Lewiński
Friedman o pieniądzu
Teraz, w swojej bardzo zachwalanej Monetary History of the United States, Friedman wykazał się swym fisherowskim uprzedzeniem w interpretowaniu amerykańskiej historii gospodarczej.[16] Benjamin Strong, bez wątpienia najgroźniejsza postać w gospodarce lat dwudziestych ubiegłego wieku, jest przyjmowany przez Friedmana z królewskimi honorami właśnie ze względu na stabilizowanie inflacji i poziomu cen w tym okresie.[17] Tak naprawdę, Friedman przypisuje kryzys 1929 roku nie poprzedzającemu go boomowi inflacji, lecz brakowi wystarczającego nadmuchania podaży pieniądza przez post-strongowską Rezerwę Federalną przed i podczas depresji.
Krótko ujmując, choć Milton Friedman odegrał istotną rolę w zwróceniu uwagi ekonomistów na nadrzędną rolę pieniądza i jego podaży w problematyce cykli koniunkturalnych, musimy dostrzec, że to „czysto monetarystyczne” podejście jest niemal dokładnie przeciwne właściwej – i faktycznie wolnorynkowej – perspektywie austriackiej. Wszak, gdy Austriacy twierdzą, że ekspansja monetarna wywołana przez Stronga sprawiła, że klęska 1929 roku była nie do uniknięcia, uczniowie Fishera i Friedmana uważają, że wystarczyło, by Rezerwa Federalna wpompowała do obiegu jeszcze więcej pieniędzy, a wyhamowałoby to każdą recesję. Wierząc, że nie ma żadnego związku boomu z zapaścią, wierząc w prymitywną teorię „tańca dolara”, Szkoła Chicagowska zwyczajnie domaga się od rządu manipulowania tym tańcem, a dokładniej zwiększenia podaży pieniądza dla przeciwdziałania kryzysowi.
W latach trzydziestych pogląd fisherowsko-chicagowski głosił więc, że ratunkiem w recesji jest „reflacja”[18] poziomu cen do wielkości z lat dwudziestych, i że osiągnięta powinna być przez:
ekspansję podaży pieniądza prowadzoną przez Fed,
kreujące deficyt wydatki rządu federalnego i programy robót publicznych na wielką skalę.
Fisher i Szkoła Chicagowska w latach trzydziestych byli zatem po prostu „przedkeynesowskimi keynesistami”, uznawanymi za dość radykalnych i socjalizujących – dając temu powody. Jak późniejsi keynesiści, członkowie Szkoły Chicagowskiej byli zwolennikami „kompensacyjnej” polityki pieniężnej i podatkowej, choć zawsze większy nacisk przykładali do strony monetarnej.
Można protestować, że Milton Friedman nie wierzy w politykę manipulacji pieniądzem czy opodatkowaniem, lecz w „automatyczny” wzrost o 3-4 procent przeprowadzany przez Rezerwę Federalną. Jednakże ta poprawka starszych założeń chicagowskich jest czysto techniczna i bierze się stąd, iż Friedman rozumie, że na krótkoterminowe, z dnia na dzień, manipulacje Fedu wpłyną nieuniknione opóźnienia czasowe, tym samym nasilając cykl, zamiast go uregulować. Lecz musimy sobie zdać sprawę, że friedmanowska polityka automatycznej inflacji jest po prostu kolejnym wariantem wypełniania tego samego fisherowsko-chicagowskiego zadania: stabilizacji poziomu cen – w tym przypadku stabilizacji długoterminowej.
Dlatego też Milton Friedman jest zwyczajnym etatystą-inflacjonistą, choć bardziej niż większość keynesistów umiarkowanym. Marne to jednak pocieszenie i trudno uznać Friedmana za ekonomistę w tej ważnej sferze wolnorynkowego.
Fisher, Friedman i koniec standardu złota
Od najwcześniejszych dni kariery, Fishera, ze względu na jego pragnienie likwidacji standardu złota, uznawano za monetarnego radykała i statolatrę. Fisher zdawał sobie sprawę, że standard złota – w którym pieniądz w formie podstawowej jest towarem wydobywanym na wolnym rynku, a nie tworzonym przez rząd – nie zgadzał się z najważniejszą dla tego człowieka chęcią stabilizacji poziomu cen. Z tego też powodu Fisher był jednym z pierwszych współczesnych ekonomistów przekonujących do zakazania standardu złota i zastąpienia go pieniądzem fiducjarnym.
W tym przypadku, nazwa waluty – dolar, frank, marka etc. – staje się ostatecznie standardem monetarnym, a całkowita kontrola nad jego podażą i wykorzystaniem z konieczności scedowana zostaje na rząd centralny. W skrócie, pusty pieniądz jest z definicji narzędziem skończonego etatyzmu. Pieniądz tkwi w centrum, można powiedzieć, układu nerwowego nowoczesnej gospodarki rynkowej, a każdy system, który w ręce państwa oddaje absolutną władzę nad tym dobrem, jest bezwzględnie sprzeczny z gospodarką wolnorynkową oraz, ostatecznie, indywidualną wolnością jako taką.
Mimo tego, Milton Friedman jest skrajnym zwolennikiem przecięcia wszelkich związków, nawet najsłabszych, ze złotem, a także stronnikiem totalnego i bezwzględnego standardu pustego dolara, z całą kontrolą nad nim zawartą w Systemie Rezerwy Federalnej.[19] Oczywiście Friedman doradzałby potem Fedowi, by ten sprawował ją z całą dostępną mądrością; któryż jednak libertarianin wart tego miana może nie pogardzać koncepcją, zgodnie z którą oddaje się jakiejś grupie władzę przymusu, a potem żywi nadzieję, że nie zostanie ona wykorzystana przezeń do cna? Znów, powodem, dla którego Friedman pozostaje zupełnie ślepym na despotyzm i tyranię skutków swego programu pieniądza fiducjarnego, jest arbitralna chicagowska separacja sfer mikro i makro, w daremnej wierze, iż można sprawować totalną kontrolę nad skalą makro, jednocześnie konserwując „wolny rynek” w wymiarze mikro. Powinno być jasnym, że ten okaleczony mikro-„wolny rynek” Szkoły Chicagowskiej jest „wolny” w sensie drwiącym i szyderczym: to bardziej „wolność” orwellowskiego hasła „wolność jest niewolnictwem”.[20]
Powrót do standardu złota
Nie ma najmniejszej nawet wątpliwości, że obecny międzynarodowy system monetarny jest irracjonalnym i poronionym wynaturzeniem, które potrzebuje natychmiastowej reformy. Lecz ta proponowana przez Friedmana i polegająca na zerwaniu wszelkich więzi ze złotem, mogłaby jedynie sytuację jeszcze bardziej pogorszyć, gdyż zostawiłaby wszystkich nas na łasce państwowego emitenta waluty. Potrzebujemy ruchu w stronę przeciwną: przejścia do międzynarodowego standardu złota, które odrestaurowałoby wszędzie pieniądz towarowy, zdejmując majstrujące przy sferze monetarnej państwo z naszych pleców.
Co więcej, złoto, czy inny towar, jest niezbędne dla powstania międzynarodowego pieniądza – podstawy, dzięki której wszelkie nacje mogą handlować i prowadzić między sobą rozrachunki. Filozoficzny absurd friedmanowskiego planu dostarczania przez każde państwo na świecie fiducjarnego pieniądza, oderwanego od wszelkich innych walut, staje się wyraźny, gdy wyobrazimy sobie, co by się stało, gdyby każdy region, województwo, powiat, gmina, miasto, miasteczko, wieś, blok, dom i człowiek wyemitowali własny pieniądz, a kursy wymiany między milionami tych walut swobodnie by pływały, jak przewiduje Friedman. Źródło tak powstałego chaosu tkwiłoby w zniszczeniu samej idei pieniądza – przedmiotu służącego za ogólny środek wszelkich wymian na rynku. Filozoficznie, friedmanizm zniszczyłby pieniądz per se, doprowadzając do chaosu i zacofania barteru.
Jednym z kluczowych błędów Friedmana w planie oddania całości monetarnej władzy rządowi jest niezdolność pojęcia przez niego, że byłaby to polityka od początku inflacyjna. Państwo miałoby bowiem wówczas możność dowolnego wytworzenia takich ilości pieniądza, jakich by tylko potrzebowało. Rada Friedmana, polegająca na tym, by utrzymać tę ekspansję w granicach 3-4% rocznie pomija fakt, że każda grupa, która będzie posiadać absolutną władzę „druku pieniądza” będzie motywowana do… jego druku! Załóżmy, że Jan Kowalski otrzyma od rządu tę władzę, przymusowy monopol, nad prasą drukarską i pozwoli mu się emitować tyle pieniądza, ile wyda mu się właściwym, oraz robić z nim to, co mu się podoba. Czy nie jest zupełnie jasne, że Kowalski użyje tego pozwolenia na zalegalizowane fałszerstwo by o siebie zadbać, zatem jego władza nad pieniądzem prowadzić będzie do inflacji? W ten sam sposób państwo dawno już zastrzegało dla siebie przymusowy monopol zalegalizowanego podrabiania pieniądza i było skłonne do jego wykorzystania: dlatego też państwo jest inherentnie inflacjogenne, jak każda grupa obdarzona wyłącznym prawem kreacji pieniądza. Program Friedmana jedynie zwiększyłby tę władzę oraz inflację.
Jedyne libertariańskie rozwiązanie polega, wprost przeciwnie, na tym, by państwo oddało swój zapas pieniądza towarowego. Franklin Roosevelt w 1933 roku, pod przykrywką „zagrożenia depresją”, skonfiskował całe złoto w posiadaniu obywateli amerykańskich, i do tej pory, od blisko czterdziestu lat, nie usłyszeliśmy nawet słowa o jego oddaniu. W odróżnieniu od Friedmana, prawdziwy libertarianin musi naciskać na rząd, by oddał on ukradzione ludziom złoto, wyłudzone od nas za papierowe dolary.
- Robert P. Murphy: Austriacki student wobec głównego nurtu ekonomii
- Robert P. Murphy (cz. 2): Austriacki student wobec głównego nurtu ekonomii
- Monetaryzm i Milton Friedman
- Monetaryzm i Milton Friedman (cz. 2)
- Monetaryzm i Milton Friedman (cz. 3)
- Monetaryzm i Milton Friedman (cz. 4)
- Murray N. Rothbard: Prawdziwy Milton Friedman
- Murray N. Rothbard (cz. 2): Prawdziwy Milton Friedman
- Murray N. Rothbard (cz. 3): Prawdziwy Milton Friedman
- Murray N. Rothbard (cz. 5): Prawdziwy Milton Friedman
Komentuj z Facebookiem









































































