Murray N. Rothbard: Prawdziwy Milton Friedman (III)
| 13 kwiecień 2011 | Tekst pochodzi z mises.pl, autor Murray N. Rothbard, Prawdziwy Milton Friedman, Tłumaczenie: Jan Lewiński
Bodźce w warunkach Planu Friedmana
Jednakże plan Friedmana przyjmuje kierunek wręcz przeciwny, zakładając, że zasiłek stanie się automatycznym prawem, samoczynnym, przymusowym roszczeniem wobec producentów. Całkowicie likwiduje więc efekt piętna, katastrofalnie zniechęcając do produktywnej pracy poprzez narastające podatki i wprowadzenie gwarantowanego dochodu dla niepracujących, co jest bodźcem dla rozszerzania się bezrobocia.
Warto przeczytać:
- Cantillon, Turgot, Bastiat - prekursorzy ekonomii austriackiej
- Cantillon, Turgot, Bastiat (cz. 2) - prekursorzy ekonomii austriackiej
- Cantillon, Turgot, Bastiat (cz. 3) - prekursorzy ekonomii austriackiej
- Frédéric Bastiat: Teoria a praktyka
- Czym jest „Ekonomia Austriacka”?
- Lew Rockwell: Istotność Austriackiej Ekonomii
Dodatkowo, sprawiając, że pułap dochodowy staje się niedobrowolnym „prawem”, motywuje się klientelę opieki społecznej do lobbowania na rzecz nawet wyższych pułapów, tym samym bez końca zaostrzając problem. Lecz Friedman, w pułapce angloamerykańskiego rozdziału „mikro” i „makro”, mało uwagi przywiązuje do tak fatalnego wpływu na bodźce.
Friedmanowski program krzywdzi nawet inwalidów, odbierając niepełnosprawnemu pracownikowi marginalny bodziec, by inwestował w swą zawodową rehabilitację, gdyż rentowność netto takiej lokaty zostaje przez automatyczne świadczenie zaniżona. Tym samym, wywołuje tendencję do przedłużania upośledzeń. Dodatkowo, friedmanowska zapomoga byłaby większa dla rodzin uzależnionych od zasiłku, tym samym dotując ciągły wzrost liczby dzieci wśród biednych – ostatnich ludzi, którzy mogą sobie na taki wzrost populacji pozwolić. Bez włączania się w bieżącą histerię „eksplozji demograficznej”, wydaje się szczególnym absurdem rozmyślnie finansować rodzenie nowych biednych dzieci, co plan Friedmana uczyniłby automatycznym prawem.
PIENIĄDZ I CYKL KONIUNKTURALNY
Trzecia główna cecha programu New Dealu była proto-keynesowska: planowanie w sferze „makro” dla rozwiązania problemu cykli. Tym sięgnięciem po całą sferę pieniądza i cyklu koniunkturalnego – gdzie Friedman niestety skupił większość swej pracy – nasz bohater nawiązuje nie tylko do Szkoły Chicagowskiej, ale, jak oni, do pracy Irvinga Fishera, ekonomisty z Yale, który był najważniejszym ekonomistą establishmentu od początku XX wieku przez jeszcze dwadzieścia lat. Rzeczywiście, Friedman otwarcie wysławiał Fishera jako „największego ekonomistę dwudziestego wieku”, a gdy czytamy jego prace, mamy często wrażenie, że czytamy po prostu znów Fishera, udrapowanego oczywiście w o wiele większą dawkę matematycznego i statystycznego misz-maszu. Ekonomiści i prasa, na przykład, ogłaszali niedawno „odkrycie” przez Friedmana tendencji stóp procentowych do wzrastania wraz ze wzrostem cen, dodającej premię inflacyjną dla utrzymania „realnej” stopy procentowej na stałym poziomie; zlekceważony został fakt, że Fisher wskazywał na to zjawisko już u zarania XX wieku.
Głównym jednak problemem fisherowskiego podejścia Friedmana jest ten sam ortodoksyjny podział na mikro i makro, który stał się źródłem tak wielkiego spustoszenia rozumieniu przez niego kwestii opodatkowania. Fisher wierzył bowiem, znów, że po jednej stronie istnieje świat jednostkowych cen określanych przez podaż i popyt, a z drugiej mamy agregatowy „poziom cen”, determinowany przez podaż pieniądza i szybkość jego obiegu, i nigdy ta dwójka się ze sobą nie styka. Sfera agregatowa, makro, ma się nadawać do rządowego planowania i manipulacji, znów rzekomo bez wpływu czy sprawiania problemów w obszarze mikro, czyli indywidualnych wycen.
Fisher o pieniądzu
Irving Fisher, z taką optyką, napisał swój słynny artykuł The Business Cycle Largely a ‘Dance of the Dollar’ – cytowany ostatnio z uwielbieniem przez Friedmana – który ustalił ramy chicagowskiej „czysto monetarnej” teorii cyklu koniunkturalnego. W tym nazbyt uproszczonym obrazie, cykl koniunkturalny ma być ledwie „tańcem”, tj. de facto przypadkową i nie powiązaną przyczynowo serią szczytów i depresji w „poziomie cen”. Cykl koniunkturalny, w skrócie, to losowe i niepotrzebne zmiany w agregatowym poziomie cen. Zatem, skoro wolny rynek powołuje ów „taniec” stochastyczny do życia, lekiem na chorobę cyklu koniunkturalnego są rządowe programy stabilizacji poziomu cen, by utrzymać je na stałym poziomie. Stało się to celem Szkoły Chicagowskiej w latach trzydziestych, a celem Miltona Friedmana pozostaje po dziś dzień.
Dlaczego stabilny poziom cen miałby być pomysłem etycznym, osiąganym nawet poprzez wykorzystanie rządowego przymusu? Zwolennicy Friedmana uznają zwyczajnie ten cel za oczywisty, wcale nie potrzebujący rozsądnej argumentacji. Jednakże fisherowski fundament to absolutne niezrozumienie natury pieniądza oraz nazw licznych walut. W rzeczywistości, jak doskonale wiedziała większość dziewiętnastowiecznych ekonomistów, nazwy te (dolar, funt, frank itd.) nie były jakimiś samodzielnymi bytami, ale po prostu nazwami jednostek wagowych złota czy srebra. To właśnie te dobra, powstałe na wolnym rynku, były czystym pieniądzem – nazwy, pieniądze papierowe i bankowe były najzwyczajniej w świecie żądaniem wypłaty złota czy srebra. Ale Irving Fisher nie chciał uznać faktycznej natury pieniądza i właściwej funkcji standardu złota, czy też nazwy waluty będącej jednostką wagową złota. Zamiast tego, utrzymywał, że te nazwy papierowych substytutów pieniądza emitowane przez rządy były wartością absolutną, były pieniądzem. Funkcją tego „pieniądza” było „mierzenie” wartości. Fisher doszedł więc do przekonania, że niezbędne jest utrzymanie siły nabywczej waluty, czy też poziomu cen, na stałym poziomie.
Donkiszotowski cel stabilności cenowej kontrastuje z dziewiętnastowiecznym – oraz późniejszej Szkoły Austriackiej – spojrzeniem na ekonomię. Oni chwalili działanie nieupośledzonego przez nikogo rynku, kapitalizmu leseferystycznego, którego nieodłącznym skutkiem jest między innymi stały spadek poziomu cen. Bowiem bez interwencji rządu, produktywność i podaż dóbr dąży do wzrostu, ceny więc maleją. W ten sposób, w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku – wieku „rewolucji przemysłowej” – ceny powoli spadały, zwiększając realne płace nawet bez nominalnego wzrostu pensji. Możemy przekonać się, jak na tym wzroście standardu życia związanego z trwałym spadkiem cen korzystają wszyscy konsumenci, patrząc choćby na ceny telewizorów, które z 2.000$ w momencie wejścia na rynek spadły do około 100$ za o wiele lepszy sprzęt. A to wszystko w okresie galopującej inflacji.
To Irving Fisher, jego doktryna i wpływ, w znacznym stopniu ponosi winę za opłakane inflacyjne praktyki Systemu Rezerwy Federalnej lat dwudziestych, a zatem i za hekatombę 1929 roku. Jednym z głównych celów znajdującego się pod wpływem fisherowskiej doktryny Benjamina Stronga, szefa Banku Rezerwy Federalnej (Fed) na Nowy Jork i praktycznie dyktatora Fedu w pierwszym dwudziestoleciu XX wieku, było utrzymanie stałego poziomu cen. Lecz, ponieważ ceny hurtowe były bądź to stałe, bądź faktycznie spadały, Fisher, Strong i reszta establishmentu ekonomicznego nie przyjęli do wiadomości, że problem inflacji w ogóle istniał. Skutkiem tego Strong, Fisher i Fed odrzucili w latach dwudziestych ostrzeżenia takich heterodoksyjnych ekonomistów jak Ludwig von Mises czy H. Parker Willis, mówiące, że chorobliwa inflacja kredytu bankowego prowadzi do nieuniknionej zapaści gospodarczej. Tak upartymi byli jednak pyszałkami, że aż do 1930 roku Fisher w swym łabędzim śpiewie ekonomicznego proroka pisał, że żadnej depresji nie było i że zapaść na giełdzie była jedynie tymczasowa.[15]
- Monetaryzm i Milton Friedman
- Monetaryzm i Milton Friedman (cz. 2)
- Monetaryzm i Milton Friedman (cz. 3)
- Monetaryzm i Milton Friedman (cz. 4)
- Murray N. Rothbard: Prawdziwy Milton Friedman
- Murray N. Rothbard (cz. 2): Prawdziwy Milton Friedman
- Murray N. Rothbard (cz. 4): Prawdziwy Milton Friedman
Komentuj z Facebookiem










































































