Mateusz Machaj (cz. 5): Selektywny przegląd dorobku Miltona Friedmana
| 16 kwiecień 2011 | Tekst pochodzi z mises.pl
Z pewnością potencjał oporu przed podatkami ze strony obywateli jest dużo większy w przypadku, gdy dostają oni całość zarabianej sumy do ręki, a następnie wpłacają ją do budżetu państwa. W momencie, gdy proces jest „rozwodniony” i w dodatku wprowadza się pośrednika, dużo łatwiej uzyskiwać większe sumy. Taki zresztą był cel wprowadzenia tej metody odprowadzania podatku. Friedman twierdzi, że chciał, aby rząd utrzymywał się z większych podatków, dzięki czemu nie musiałby zwiększać podaży pieniądza i wywoływać inflacji. Okazało się to pomysłem podobnym do dawania alkoholikowi wódki z nadzieją na to, że odstawi tanie wino.
Inflacja oczywiście występowała i występuje nadal, a państwo zyskało solidne narzędzie ułatwiające pozyskiwanie dochodów z podatków. Takie doświadczenie może być dla nas przestrogą przed wprowadzeniem podatku negatywnego czy bonu oświatowego. Całkiem zasadne jest podejrzenie, że zastosowanie tych dwóch mechanizmów przyczyniłoby się raczej do dalszego wzmocnienia etatyzacji szkolnictwa i programów socjalnych niż ich osłabienia.
Podsumowanie
Milton Friedman był twórcą wyjątkowym. Zyskał sobie sławę głównie działalnością popularyzatorską, zarówno dzięki słynnemu telewizyjnymu programowi Free to Choose, jak i książkom adresowanym do szerszej publiczności. Zobaczyliśmy jednak w niniejszej pracy, że warto zastanowić się także nad naukową stroną jego działalności, co często bywa zaniedbywane.
Z samych programów i relacji ludzi bliskich Friedmanowi wiemy również, że był bardzo dobrym mówcą i świetnym polemistą. Debatowanie i wymiana poglądów sprawiały mu niezwykłą przyjemność. Możemy zatem bez przesady założyć, że byłby bardzo zadowolony, gdyby wiedział, że jego idee będą nadal tak dyskutowane i będą wywoływać tyle kontrowersji wśród licznych środowisk, co za jego życia. Cóż bowiem lepszego może spotkać myśliciela niż to, że jego przeciwnicy definiują swoje poglądy, patrząc przez pryzmat jego własnych? Prawdziwego naukowca z pewnością ucieszy to, jak często jest (pod względem merytorycznym) oceniany i krytycznie dyskutowany przez swoich oponentów, a nie zaledwie biernie cytowany przez masowych zwolenników.
Przypisy:
[1] Weźmy chociażby przykład z zakresu ekonomii: „skonsumowanie jakiegoś dobra wyklucza możliwość skorzystania z niego później”. Ten teoremat zbudowany jest na abstrakcji, to znaczy – nie interesuje nas, czy mówimy o ciastkach, wołowinie albo sokach etc. Nie interesuje nas to kompletnie, ponieważ bazujemy na abstrakcji – a jednak nie ma nic nierealistycznego w stwierdzeniu, że nie można skonsumować dobra i jednocześnie go oszczędzić na później (podobnie odeprzyjmy tu zarzut pozytywistyczny: nie jest to także stwierdzenie analityczne, tj. takie, które jest prawdziwe wewnętrznie i niepowiązane z doświadczeniem).
[2] W przykładzie Poppera – nie „mierzymy” tak naprawdę temperatury czegoś, tylko patrzymy na zachowanie się specyficznej substancji o określonej masie atomowej i gęstości (rtęć), która znajduje się w zbiorniczku (termometr). Do każdej obserwacji empirycznej potrzebujemy wcześniejszej teorii. Identycznie jest z ekonomią, a nawet zdecydowanie bardziej skomplikowanie, ponieważ badane obiekty nie są rozpoznawane tak łatwo jak kategorie fizyczne. Jeśli sprawdzamy na przykład model, który miał przewidzieć wzrost gospodarczy, to nie patrzymy biernie na łatwo zauważalny wzrost, tylko mamy całą skomplikowaną teorię odnoszącą się do tego, jak ten wzrost wyliczać. Pomiar PKB, wyznaczanie koszyków cen, deflatora, spór o uwzględnianie wielkości inwestycji, dyskusje o sposobie traktowania wydatków rządowych w tym udziale, to tylko niektóre przykłady fikcyjności czystego pomiaru. Może nawet wykształcić się cała gałąź nauki, która się będzie tym problemem zajmowała (np. Morgenstern 1963).
[3] Pisząc, że argumenty drugiej strony „wydają się nie do odparcia”!
[4] Friedman zaznaczył w jednym z wywiadów, że celowo powstrzymuje się od rozwijania tematu i podejmowania dyskusji, przez co wywołuje więcej sporów i głosów krytycznych (Snowdon i Vane 2003, s. 187).
Czym jest „Ekonomia Austriacka”?
[5] W tym miejscu wyraźnie się różnił od Poppera, który z kolei odrzucał instrumentalizm i twierdził, że nauka ma poszukiwać prawdy, a nie, że jest tylko jakimś użytecznym narzędziem (Popper 1999, s. 192–198). Już chociażby to wystarczy, aby Friedmana nie nazywać popperystą. O tym, że Friedman to instrumentalista, zob. klasyczny tekst: Boland 1979.
[6] O dowodzie, że esej Friedmana prowadzi do konkluzji McCloskeya, zob.: Machaj i Lewiński 2006.
[7] Zaznacza, że celem jest „krytyczna dyskusja”. Wydaje się, że Popper w przeciwieństwie do Friedmana po prostu doceniał rolę jakościowej analizy w ekonomii (zobacz chociażby jego przykład ze skrzyżowaniem s. 187–188), podczas gdy ten drugi był za bardzo zafascynowany metodami ilościowymi.
[8] Sam Friedman podkreślał, że jego teoria konsumpcji ma poważne implikacje dla obowiązujących teorii (Friedman 1957, s. 236). Dodajmy także, iż równolegle podobną koncepcję rozwinął keynesista, Franco Modigliani.
[9] W literaturze równanie to nazywane jest równaniem Fishera (MV = PT). Niemniej jednak, co jest faktem mało znanym, Fishera poprzedził niemiecki dziewiętnastowieczny ekonomista Karl Heinrich Rau (Gabriel 2006, s. 9–10), który przedstawił je zdecydowanie wcześniej (w postaci odpowiadającej terminologii niemieckiej: UG = WP). Ponieważ jednak dzisiaj w światowej ekonomii dominuje nurt anglosaski (między innymi ze względów finansowych) i ponieważ tenże nurt ma tendencję do ignorowania odkryć spoza świata anglosaskiego (między innymi przez nieznajomość języka i długoletnią tradycję ignorowania innych szkół, ciągnącą się już od Adama Smitha), to równanie Raua zostało nazwane równaniem Fishera. Postanowiłem jednak stosować obydwa nazwiska, aby nie deprecjonować roli Niemca (ale nie tylko jego, aby było wiadomo, o jakie równanie chodzi).
[10] Swoją drogą, dużo trafniejsze byłoby nazwanie tej pracy nie historią, lecz badaniami statystycznymi, albowiem tradycyjnie rozumianej historii (która obejmuje analizę polityczno-społeczno-gospodarczą) jest tam niewiele.
[11] Na każdym podstawowym kursie z makroekonomii, w oparciu o model IS–LM, na osi y przy rynku pieniądza jego ceną jest stopa procentowa.
[12] Pewnego rodzaju połączenie w tym względzie Friedmana z Keynesem oferuje szkoła austriacka, która zaznacza, że w długim okresie podaż pieniądza decyduje o poziomie wszystkich cen. Jednakże w krótkim okresie zmiany podaży pieniądza będą wpływać nie na wszystkie ceny, lecz tylko na niektóre, stąd mogą się pojawić wahania stopy procentowej.
[13] Powinniśmy jednak dodać, że tylko konkluzje obu ekonomistów są takie same, podczas gdy opisywane mechanizmy tego procesu wyglądają zgoła inaczej (głównie dlatego, że Phelps nie jest monetarystą).
[14] Dokładnie tak samo może argumentować hipotetyczny utopijny socjalista – „to, że wielu ludzi nie zarabia miliona dolarów rocznie, nie jest rezultatem błędów rynku, lecz rezultatem błędu państwa, które nie podjęło się próby walki z tym zjawiskiem”.
[15] A oprócz tego można przecież zawiesić wypłaty dla klientów, o czym autor bardzo ciepło się wyraża (s. 82). Jak pogodzić wolnorynkową zasadę dotrzymywania umów z interwencjonistyczną propozycją łamania umów – to już rzecz, na którą Friedman nie odpowiedział. Możemy się również pokusić o uściślenie, które mogłoby wyglądać w następujący sposób: „za wielki kryzys nie jest odpowiedzialny rynek, lecz państwo, bo nie chciało zawiesić wypłat depozytów, należących do społeczeństwa”. A więc wina nie leży po stronie poszanowania prawa własności, tylko po stronie państwa, które własności nie chciało podważyć.
[16] Podobnie w latach 90. Friedman (1997) zalecał Japonii zwiększenie podaży pieniądza poprzez operacje otwartego rynku.
[17] „Miliony ludzi było pozbawionych pracy. Nie można było tego tolerować, należało coś zrobić”. Dlatego Friedman popierał tę cześć New Dealu, która polegała na organizacji zasiłków, robót publicznych, stymulowaniu gospodarki interwencjonizmem, głównie drukiem pieniądza (Friedman 2000, s. 10). Nie bierze jednak pod uwagę, że te rozwiązania mogą prowadzić do efektów przeciwnych i spowodować wydłużenie depresji, tak jak to faktycznie miało miejsce. Znakomita analiza okresu sprzed wielkiego kryzysu i po nim w: Anderson 1979, część trzecia i czwarta.
Jednym z mitów jest teza, jakoby Roosevelt rozpoczął masowe projekty interwencjonistyczne. Wprost przeciwnie, interwencjonizm na dobre istniał już w 1929 roku, a tak naprawdę rozpoczął się w 1924 (Anderson, s. 125 i n.). Anderson pokazuje również, że poważny kryzys 1921 został relatywnie szybko zażegnany (s. 90), ponieważ nie wprowadzono w jego trakcie silnego interwencjonizmu, w przeciwieństwie do przypadku z 1929.
Komentuj z Facebookiem










































































