Marginalizm i perły (cz. 3) - warunki Carla Mengera
| 16 kwiecień 2011 | Tekst pochodzi z www.kapitalizm.republika.pl, autor Mateusz Machaj
Idzie nam całkiem nieźle. Rozumiemy, co to jest dobro. Rozumiemy, że wartość zależy od tego, jak dobro zaspokaja potrzebę i wiemy, że jak rośnie ilość dobra, to spada jego cena (wartość). Teraz jeszcze musimy zrozumieć wartość dóbr pośrednich, wartość dóbr kapitałowych, wartość dóbr wyższego rzędu, które służą produkcji dóbr niższego rzędu.
Ogólnie rzecz biorąc dobra wyższego rzędu to dobra, które nie służą bezpośredniemu zaspokajaniu potrzeb, a służą pośredniemu zaspokajaniu potrzeb. Chodzi o to, że dobro wyższego rzędu produkuje dobro niższego rzędu, które ostatecznie zaspokaja potrzebę konsumenta. Dobrym przykładem powinna być mąka. Mąka służy wyprodukowaniu chleba, więc jest dobrem wyższego rzędu, gdyż pośrednio zaspokaja potrzebę głodu. Wiemy, że chleb ma wartość, ponieważ służy zaspokojeniu potrzeby głodu i tylko i wyłącznie dlatego ma wartość. Jak zatem do tego wszystkiego ma się mąką? Profesor Menger wyjaśnia:
Wartość dobra niższego rzędu [chleb] nie może być determinowana przez wartość dobra wyższego rzędu [mąka] zużytego do produkcji. Dokładnie na odwrót, ewidentne jest, że wartość dobra wyższego rzędu jest zawsze i bez wyjątku determinowana oczekiwaną wartością dobra niższego rzędu, do jakiego produkcji służy.
Konkluzja jakże prosta, jakże radykalna i jakże często zapominana. Mąka ma wartość, cenę na rynku, ponieważ oczekuje się, że posłuży do zaspokojenia potrzeby: głodu. Mąka ma wartość, ponieważ dzięki niej zostanie wyprodukowany chleb. Praca piekarza ma wartość, ponieważ zmieszana z mąką umożliwi wytworzenie dobra konsumpcyjnego, dobra niższego rzędu - chleba, który zaspokoi pragnienie głodu. Ta reguła nie ma wyjątku. Jeśli ludzie nagle straciliby zainteresowanie samochodami, to maszyny w fabrykach stałyby się całkowicie bezużyteczne. Jeśli ludzie przestaną jeść chleb, to mąka stanie się bezużyteczna. Jeśli ludzie nie będą chcieli kupować pereł, to nurkowanie po nie będzie zupełnie bezużyteczne. Powiedzmy to raz jeszcze głośno: dobra wyższego rzędu służące do produkcji jakiejś rzeczy mają wartość, ponieważ ta wyprodukowana rzecz ma wartość. Środki są cenione przez jednostki, ponieważ stosuje się je do osiągnięcia celu.
Dodam na marginesie, że często zdarza się, iż w świecie nie ma takiego precyzyjnego rozróżnienia. Na przykład osoba piekąca chleb może mieć z tego osobistą satysfakcję, co jeszcze bardziej jest prawdziwe w przypadku geniuszy, artystów itd. Na przykład pracownik w kopalni może czerpać satysfakcję z produkowania dobra, co sprawia, że ta produkcja staje się jednocześnie dobrem konsumpcyjnym, dobrem niższego rzędu, zaspokajającym jego potrzebę samorealizacji. I chociaż jego praca jest bardziej dobrem wyższego rzędu (zanim węgiel zaspokoi jakąś potrzebę konsumpcyjną może minąć wiele), to staje się ta praca także dobrem niższego rzędu.
Koniec końców możemy rozwiązać wreszcie paradoksy, jakie pojawiły się w sprawie przerzucania podatków. Kiedy poruszyłem problem pereł, przedstawiłem go następująco: "Przecież perły są wartościowe i dlatego ludzie po nie nurkują, i to nie nurkowanie nadaje im wartość tylko odwrotnie, mawiał arcybiskup Whately". Mówiąc po mengerowsku, perły są użyteczne dla jednostek i dlatego mają cenę. Zaspokajają potrzebę posiadania ładnej perełki i stąd wysoka cena pereł (dobro niższego rzędu). Wartość produkcji pereł czyli nurkowania po nie (dobro wyższego rzędu), jak pisał profesor Menger, jest "jest zawsze i bez wyjątku determinowana oczekiwaną wartością" perły, jaką się wyłowi. Stąd też cena nurkowania jest wysoka, ponieważ cena, jaką są gotowi konsumenci zapłacić za perłę, jest wysoka. Powiedzmy to wyraźnie: jeśli konsumenci nie chcieliby pereł, to cena za nurkowanie byłaby zerowa (poza przypadkami nurkowania dla samego nurkowania).
Adam Pik odpowiada na to na łamach "Strony Prokapitalistycznej" w sposób następujący:
Nie potrafię zrozumieć przykładu z perłami. Moim zdaniem, to rzadkość i trudność pozyskania, plus piękno, czynią je wartościowymi. Gdyby każdy mógł je posiąść zaczerpnąwszy ręką z kanału, miałyby wartość i cenę żwiru. Czyli znowu koszta określają cenę w jakiś sposób.
Rzadkość tak, piękno też, ale czy trudność pozyskania? Posłuchajmy, co mówi na ten temat Karol Menger:
Nie ma żadnego koniecznego i bezpośredniego powiązania między wartością dobra i tego czy, oraz ilości godzin, została włożona praca i inne dobra wyższego rzędu zastosowane do jego produkcji (...) To, czy diament został znaleziony przypadkowo, czy wydobyty z ziemi przy użyciu tysięcy dni pracy jest zupełnie nieznaczące dla jego wartości.
Zatem nasz pierwszy Austriak rozwiewa wszelkie wątpliwości. To, czy perełka była wyłowiona przez specjalistę, czy znaleziona, nie jest istotne dla jej wartości. Cena nie ma nic wspólnego z kosztami - o cenie decyduje konsument. I nie robi tego w takim sensie, że określa bezpośrednio cenę (wtedy byłaby zerowa). Konsument określa cenę w takim sensie, że w zależności od tego, ile jest gotów zapłacić za dane dobro, to taką ma ono cenę. Jeśli konsumenci nie chcieliby kupować pereł, to nurkowanie po nie staje się niepotrzebne. Jeśli konsumenci nie chcą kupować samochodów, to ich fabryki stają się bezużyteczne itd.
Jakie zatem wątpliwości podniósł Adam Pik? Coś tam chyba się jednak kryje za tymi słowami?
Tak. Chodzi o to, że rzucając skojarzenie ze żwirem autor złamał zasadę ceteribus paribus odwracając warunki. Żwiru jest znacznie więcej niż diamentów, jest bardziej obfity niż diamenty i to nasuwa błędne skojarzenie.
Załóżmy dwa przypadki. Pierwszy: mamy określoną liczbę pereł na dnie oceanu, po które trzeba nurkować. Drugi: mamy określoną liczbę pereł (ale taką samą jak w pierwszym przypadku), ale można je wydobyć sięgając po nie ręką jak po żwir. Czy cena tych pereł będzie różna w obydwu przypadkach? Odpowiedź brzmi: nie. Cena dalej będzie zależała od tego, ile konsumenci będą gotowi za perły zapłacić. Koszty nie mają z tym związku. Pereł jest mało, ludzie sięgną po nie do wody, wydobędą je jak żwir i staną się właścicielami, ale cena dalej pozostanie ta sama jak w przypadku wyławiania z dna oceanu.
Jeśli natomiast Adam Pik zwiększy liczbę pereł i uczyni to dobro tak obfitym jak żwir, to oczywiście spadnie cena pereł, ale nie dlatego, że spadną koszty, tylko dlatego, że bezpośrednio wzrośnie ilość pereł, co zgodnie z prawem malejącej użyteczności marginalnej, zmniejszy marginalną wartość jednostki (cenę perły).
Perełki rzeczywiście są wartościowe, bo jednostki postrzegają je jako piękne i cudowne. Rzeczywiście perełki są wartościowe, ponieważ są rzadkie, a gdyby było ich więcej, to cena poleciałaby w dół. Jednakże perły nie są drogie dlatego, że ktoś po nie nurkuje i bierze za to ciężkie pieniądze. On nurkuje po perły i bierze za to ciężkie pieniądze, ponieważ perły, jakie wydobędzie będą miały wysoką wartość.
Należy pamiętać także, że prawo malejącej użyteczności marginalnej ma zastosowanie także do dóbr wyższego rzędu. Rzeczywiście wartość dobra wyższego rzędu zależy od tego, jaka będzie wartość wyprodukowanego dobra niższego rzędu. Jednakże jeśli rośnie ilość dobra wyższego rzędu, to także spada jego cena, gdyż kolejna jednostka jest zastosowana do produkcji dobra, jakie spełni mniej naglącą potrzebę. Stąd dodatkowi płetwonurkowie będą zatrudniani po mniejszych płacach, a jak już zaczną wydobywać więcej tych pereł, to cena pereł spadnie z kolei ze względu na wzrost ilości pereł na rynku.
Proszę pamiętać, że w przykładzie z perłami na dnie i perłami do sięgnięcia jak po żwir (ale w tej samej ilości, co w przypadku pierwszym) pominąłem dwie inne, ważne kwestie. Pierwsza sprawa to czas. Sięgnięcie po perły leżące jak żwir wymaga mniej czasu niż nurkowanie po nie. W ten sposób wraca odwieczny problem czasowej preferencji i procentu, co trochę zmienia wycenianie poszczególnych czynników produkcji i jej efektów. Druga sprawa to specyficzność środków produkcji, które można stosować w rozmaitych procesach produkcyjnych. Chodzi o to, że jeśli nakręcenie filmu o rybach przez płetwonurka pod wodą przyniesie mu więcej pieniędzy niż wyłowienie pereł, to nie zajmie się łowieniem pereł tylko użyje środków (umiejętności i sprzętu) do realizacji innego, bardziej opłacalnego projektu. W ten sposób zmniejszy się liczba wydobywanych pereł, ponieważ płetwonurkowie zostaną zatrudnieni przy innych procesach produkcyjnych. A jak będzie mniejsza ilość pereł na rynku, to zgodnie z prawem podaży marginalna jednostka (jeden perła) będzie miała większą wartość (cenę) niż w przypadku, gdyby tych pereł było więcej.
Wszystko trzeba analizować bardzo powolutku i dokładnie, aby nie pomieszać przyczyny ze skutkiem. Mam nadzieję, że powyższy wywód jest w miarę jasny. "Zasady ekonomii" profesora Mengera pozostają najlepszym wstępem do austriackiej teorii mikroekonomicznej. "Koszty" oczywiście są ważne, ale nie są ostateczne; ostateczne jest wartościowanie przez konsumenta.
Odniosę się jeszcze do samych wątpliwości podatkowych. Rzeczywiście wygląda na to, że podatek nałożony na ilość (na przykład 50 złotych od jednego klienta albo iluś złotówek na określoną fizyczną ilość benzyny) wpływa na cenę, ponieważ w tej sytuacji koszt jest nieelastyczny. Można zmniejszyć zbyt i zwiększyć zyski, ponieważ sam mniejszy zbyt spowoduje obniżenie podatku. Przykład z prostytutką pokazuje to dobitnie, co sprawnie i zręcznie pokazał autor. Niemniej jednak, jeśli podatek nałożony na prostytutkę będzie procentowy, to cena za jej usługi nie ulegnie zmianie. W każdym razie namawiam do dalszej dyskusji w tej sprawie.
- Carl Menger - koncepcja krańcowej użyteczności
- Friedrich August von Hayek: Czy możemy jeszcze uniknąć inflacji?
- Eugen von Boehm-Bawerk
- Prawo użyteczności krańcowej Friedricha Wiesera
Komentuj z Facebookiem









































































