Rozwój osobisty? A po co?

Rozwój osobisty? A po co?

Początkowe pytanie zasadnicze – „czy warto w ogóle się zainteresować rozwojem samego siebie” zmigrowało w pytanie...

Mateusz Machaj: Czy kapitalizm jest odpowiedzialny za kryzys?

Czy kapitalizm jest odpowiedzialny za kryzys?

O kłopotach amerykańskiej gospodarki rozpisują się nie tylko ekonomiści i analitycy finansowi.

Formuła Sukcesu - 3 proste kroki do każdego celu

Formuła Sukcesu - 3 proste kroki do każdego celu

Ilu ludzi, tyle definicji sukcesu. Dla każdego będzie oznaczać to całkiem coś innego.

10 umysłowych trików, które musisz znać

10 umysłowych trików, które musisz znać

Umysł zna wiele sztuczek, o których pewnie jeszcze nie słyszałeś. Będziesz zaskoczony jak łatwo i przyjemnie (...) Więcej »

Nowe artykuły w serwisie poświęcone rozwojowi osobistemu i ekonomii

Jak kształtuje się sposób myślenia?

Jak kształtuje się sposób myślenia?

Wszyscy ludzie są różni i każdy z nas jest – chciałoby się rzec – genetycznym unikatem. Charakteryzuje Cię pewna grupa cech, których nikt inny nigdy wcześniej (...) Więcej »

Jak odnaleźć swoją pasję

Jak odnaleźć swoją pasję

Często z prośbą o pomoc piszą do mnie osoby, które chciałyby robić w życiu coś, co zawsze ich będzie pasjonować. Chciałyby pracować wiedząc, że to jest (...) Więcej »

Sekret, czyli Prawo Przyciągania

Sekret, czyli Prawo Przyciągania

Od jakiegoś czasu sporo hałasu w mediach robi film „The Secret". DVD i książki związane z ‘The Secret' są na liście bestsellerów amazon.com. W naszym rodzimym (...) Więcej »

Polityka personalna i strategiczne zarządzanie potencjałem społecznym

Polityka personalna i strategiczne ...

Funkcja personalna, podobnie jak marketingowa, finansowa, produkcyjna itd., jest jedną z funkcji przedsiębiorstwa. Zajmuje się (...) Więcej »

Jesteś tutaj: Start » Historia myśli ekonomicznej cz. 11 - Artykuły » Inflacja (cz. 4)

Inflacja (cz. 4)

Drukuj | 28 kwiecień 2011 | Tekst pochodzi z www.kapitalizm.republika.pl

Co się stało w Japonii?

Japonia uchodziła za przykład prawdziwego cudu gospodarczego. Po drugiej wojnie poziom oszczędności prywatnych wyniósł tam najwięcej ze wszystkich krajów OECD. Dokładnie jedną czwartą dochodów - to poskutkowało niesamowitym wzrostem gospodarczym.

Jednakże w latach 80 Bank Centralny Japonii postanowił dać kopa gospodarce i zaczął zwiększać podaż pieniądza. Uwaga: "ogólny poziom cen" nie drgnął specjalnie. Indeks giełdowy skoczył... 4-krotnie. Cały świat płakał: "skopiujmy Japonię". W gruncie rzeczy mieliśmy do czynienia z klasycznym przykładem cyklu Misesa-Hayeka; drukowane pieniądze przeznaczone były na inwestycje w wyższe stadia produkcji, ale nie wynikały one z oszczędności, a z drukowania pieniądza. Tak więc nie były inwestycjami, tylko były złymi inwestycjami. Po takiej akcji musi przyjść recesja. Po każdym sztucznym boomie pojawia się recesja, aby przeczyścić gospodarkę z błędnych decyzji inwestorów, zmylonych przez działania Banku Centralnego. Recesja jest tym mocniejsza, im bardziej i dłużej władza manipulowała pieniądzem.

Co władza może robić w trakcie recesji? Wszystko, a dokładniej mówiąc nic. Pozwolić mechanizmowi rynkowemu na czyszczenie żołądka, obniżyć podatki, znieść regulacje, płace minimalne, ułatwić procedury bankructwa itd. Im szybciej będziemy mieli to z głowy, tym lepiej. Dalsze drukowanie pieniądza pomoże tylko na krótką metę, a doprowadzi tak naprawdę tylko do większych zakłóceń w przyszłości. Ale o dziwo w Japonii w trakcie recesji doszło nie tylko do spadku cen dóbr producenckich w stosunku do cen dóbr konsumenckich, ale także deflacji pieniężnej czyli spadku "ogólnego poziomu cen".

Austriacy dalej trzymają się mechanizmu rynkowego. Niech zadziałają elementy mikro. Niech przedsiębiorcy przesuną środki we właściwe sektory, niech spadną ceny, niech skończą się runy na banki, niech spadną podatki, niech siła roboczą szybko przesunie się w miejsca racjonalne zgodne z preferencjami konsumenta.

Co na to Keynesiści i monetaryści? Dla nich nie ma to znaczenia, bo trzymają się swojego "ogólnego poziomu cen" i makroekonomicznych wymysłów. Co zaleca profesor Milton Friedman? Ano zaleca wydrukowanie pieniędzy. "Zwiększenie przyrostu podaży pieniądza będzie miało ten efekt, co zawsze. Po mniej więcej roku, gospodarka będzie się rozwijać szybciej, wzrośnie produkcja, z małym opóźnieniem inflacja wzrośnie nieznacznie". Że co, proszę? "Wolnorynkowy" profesor Friedman uważa, że receptą na recesję jest drukowanie pieniędzy?

Keynesiści ze względu na wyższy poziom swojej perwersji (chociaż są mniej agregatowi niż monetaryści) uważają, że trzeba zwiększać podaż pieniądza tak, żeby inflacja osiągnęła od 4-10%. Dobry przykładem jest Paul Krugman. Jak uzasadnia swoje tezy? W Japonii jest dużo podaży, a problemem jest brak popytu, który trzeba stymulować. Kolejny potomek Keynesa, który ignoruje prawo Saya (każdy popyt jest po podaży; żeby coś kupić, muszę najpierw sprzedać). Profesorowi Krugmanowi nie przychodzi w ogóle do głowy fakt, że ta "podaż" może być nieracjonalnie zagospodarowana. Zresztą profesorowi Friedmanowi również nie. A niby dlaczego moentaryści i Keynesiści mają się o to martwić, skoro ich obchodzi abstrakcyjny poziom makro, a nie mikro? Przecież ważny jest "ogólny poziom cen".

Przez całe lata 90 Japonia stosowała dziką mieszankę monetaryzmu z Keynesizmem. Cięto stopy procentowe, a podaż pieniądza rosła. Od 1994 roku - M1 prawie o 10%, a M2 o 4%. Dla Miltona Friedmana to za mało. Dla Misesistów to tylko przedłużanie recesji i sztuczne podtrzymywanie błędnych inwestycji. Jeśli zaś chodzi o naszego wodza Lorda Keynesa, to dług publiczny wzrósł dwukrotnie przez lata 90, przebijając 100% Produktu Krajowego Brutto ("stymulowanie" przez wydatki budżetowe). Dla Keyensistów to też za mało. Niektórych ludzi po prostu nie da się udobruchać, a Japonia dalej się pogrąża.

Deflacja: dwa rodzaje

Z deflacją możemy mieć do czynienia w dwóch przypadkach. Pierwszy to naturalny rozwój gospodarczy: rośnie produktywność i liczba ludności, co przy w miarę stałej podaży pieniądza (złoto) oznacza spadek cen. Spadek cen, jaki wiąże się ze wzrostem płac realnych i rozprowadzeniem dobrobytu do wszystkich konsumentów. Taka deflacja jest niewątpliwie korzystna.

Druga deflacja to efekt nie wzrostu liczby dóbr i usług na rynku, a efekt spadku podaży pieniądza. Z tym właśnie mieliśmy do czynienia w czasach połowicznego standardu złota, kiedy w trakcie recesji ludzie rozpoczynali run na banki. Wtedy substytuty pieniądza szybko zamieniały się w pieniądz czyli złoto. Kurczyła się podaż, więc i ceny musiały spadać, niezależnie od tego, że zmniejszała się także różnica cen (producenckich do konsumenckich). Taka deflacja nie jest pożądana, chociaż w latach tego połowicznego standardu złota miała charakter pożytecznego płukania żołądka i przywracania naturalnego systemu cen. W dodatku penalizowano banki, który musiały upaść przez wcześniejszą ekspansję kredytową. Dzisiaj tak nie ma, bo pieniądzem samym w sobie są papierki, które do woli może drukować Bank Centralny.

Powinno być jasne, że na wolnym rynku występuje tylko deflacja cenowa tj. spadek cen w wyniku zwiększenia się produkcji i wzrostu dobrobytu. Druga deflacja po prostu wystąpić nie może, bo pieniądzem jest cały zasób złota, a każdy banknot "na żądanie" ma 100% pokrycie. Deflacja pieniężna i zawalenie się systemu kredytowego może mieć miejsce jedynie po wcześniejszej inflacji, ekspansji kredytowej będącej wynikiem systemu rezerw cząstkowych, którego uwieńczeniem jest instytucja Banku Centralnego.

"Ostatnio "The Economist" promuje tezę że bardzo niebezpieczna staje się deflacja w tym sensie (podano przykład Japonii) że przedsiębiorstwa miast przeznaczać pieniądze na inwestycje skupiają się na obniżaniu kosztów produkcji co ma jakoby powodować zwiększanie się bezrobocia itp. krytykuje się wiec walkę z inflacją, bo ponoć nie ma to sensu w czasach recesji".

Deflacja w Japonii jest skutkiem zwiększania się popytu na pieniądz (ludzie nie wydają pieniędzy, bo oczekują spadku cen), a także kryzysu wielkich banków. Deflacja jest bardzo pożytecznym zjawiskiem przyspieszającym proces dostosowawczy. Cięcie kosztów to znakomity sposób na zwiększanie inwestycji i o to właśnie chodzi przy działalności na poziomie mikro.

Bo na czym tak naprawdę polega błąd? Niektórzy nazywają recesję "kryzysem nadprodukcji". Jest to błąd, ponieważ nie może wystąpić coś takiego jak nadprodukcja w społeczeństwie, które przecież nigdy nie zaspokoi swoich zachcianek. Przynajmniej do czasu aż Ziemia stanie się Ogrodem Edenu. Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z kryzysem nadprodukcji, to co stoi na przeszkodzie, żeby po prostu zmniejszyć ceny dóbr i tym sposobem zlikwidować "nadprodukcję"? Paul Samuelson już się pewnie wyrywa, żeby krzyknąć, co jeśli zmniejszenie cen spowoduje, że przedsiębiorca wykaże straty. Jednym słowem: co jeśli ta obniżona cena przyniesie zysk poniżej kosztów? Ha! To już jest inny problem, jak zauważa w "Americas great depression" Murray Rothbard. Teraz pytanie brzmi, co się stało, że przedsiębiorcy tak skalkulowali, że ponieśli takie koszty, które przekroczą ich zysk? Odpowiedzi na to pytanie udziela teoria Misesa. Drukowane pieniądze zwiększyły owe koszty. No, ale wzrost nie był efektem oszczędności tylko ekspansji pieniężnej. Inwestycje okazują się nietrafione, a ich cena musi spaść poniżej kosztów produkcji - przychodzą wierzyciele, ceny dóbr producenckich spadają w stosunku do cen konsumenckich tak, aby dokonać realokacji kapitału w bardziej racjonalne sektory.

Ostatnio usłyszałem, że nie można jednocześnie obniżyć inflacji i bezrobocia. "Jakie jest pana zdanie na ten temat" - pyta Czytelnik?

Krzywa Phillipsa

Wymienność inflacji i bezrobocia jest ładnie nazwana przez ekonomistów krzywą Phillipsa. Inflacja tutaj jest nazwana zwiększeniem "ogólnego poziomu cen". Bezrobocie zaś jest kwestią niepodejmowania pracy przez jednostkę. Jak zatem jedno w ogóle może mieć coś wspólnego z drugim? W długim okresie oczywiście nie może. Jeśli ktoś twierdzi, że może, proszę go natychmiast zapytać, co z pamiętnym wiekiem XIX-stym, kiedy to na połowicznym standardzie złota mieliśmy do czynienia z regularnym spadkiem cen, a problem bezrobocia w ogóle nie istniał. Propaganda w podręcznikach ekonomii robi swoje. Potrafi być tak silna, że wycina się z umysłów ludzi historię, która wyraźnie pokazuje, że może nie istnieć problem bezrobocia przy jednocześnie nawet nie niskiej inflacji, co po prostu deflacji.

Znając teorię Misesa możemy zaaplikować do niej krótkookresową kwestię krzywej Phillipsa. Bank Centralny drukuje pieniądze na inwestycje - zwiększa się zatrudnienie i jednocześnie ruchy cenowe wykazują tendencje zwyżkowe (zazwyczaj "ogólny poziom cen" wykazuje wzrost, chociaż nie zawsze, bo jak widzieliśmy w przypadku Japonii z lat 80 i USA z roku 1929 koszyk cen został "stabilny", gdyż czynniki realne równoważyły czynniki monetarne). W tym momencie rośnie zatrudnienie (sztucznie zmniejsza się bezrobocie poniżej "naturalnej stopy", która ma baaaaaaardzo niską wartość w gospodarce wolnorynkowej np. Niemcy Erharda to 1%) i rosną ceny. Rośnie inflacja i spada bezrobocie.

Jednakże jak wiadomo drukowanie pieniędzy na inwestycje niechybnie zakończy się recesją. Kiedy dochodzi do recesji, spada podaż pieniądza, a jednocześnie upłynnione zostają inwestycje i spada przez to zatrudnienie. W tym momencie inflacja maleje, a bezrobocie rośnie. No i krzywa Phillipsa mówi prawdę. Tylko krótkookresowo, bo po ekspansji kredytowej musi dojść do zwiększenia bezrobocia, nawet powyżej naturalnego poziomu. Część kapitału została bezpowrotnie zmarnowana. Taka krzywa Phillipsa występuje w nierównowagowym systemie gospodarczym, gdzie o stopach procentowych decyduje Bank Centralny, a nie czasowe preferencje. Na wolnym rynku nie ma bezrobocia niedobrowolnego ani inflacji. Każdy, kto chce może otworzyć natychmiast działalność gospodarczą albo się gdzieś zatrudnić, zaś ceny spadają, a nie rosną.

Dlatego właśnie ekonomia nie jest nauką empiryczną, a jej prawa formułuje się całkowicie a'priori tj. przez rozumowanie opierające się na uniwersalnych aksjomatach ludzkiego działania.

Kilka słów jeszcze, jeśli chodzi o kwestię ekspansji pieniężnej przy standardzie papierowym. W czasach agresywnego zwiększania podaży pieniądza rynek zaczyna się uczyć i rozpoznaje, że przy fiat money pieniądz ciągle traci na wartości, więc stopy procentowe są urealniane. To sprawia, że przy inflacji dwucyfrowej pojawia się jednocześnie wysokie bezrobocie. Bank Centralny może znowu obniżać sztucznie stopy procentowe poprzez ekspansję pieniężną, ale to z kolei znowu prowadzi do spadku siły nabywczej pieniądza, większej inflacji i jeszcze wyższych stóp procentowych w niedalekiej przyszłości. Ta spirala ciągnie się bez końca - mieliśmy tego przykład w latach 70 w USA, po których trzeba było zaaplikować trudne, żmudne lata walki z wysokim wskaźnikiem inflacji. Inflacja wysoka, bezrobocie wysokie, stopy procentowe wysokie - oto efekt długookresowej polityki Keynesistów. To paradoks, nieprawdaż? Bank Centralny obniżając sztucznie stopy procentowe, prowadzi tak naprawdę do ich podwyższenia w długim okresie. To żaden paradoks. To zdrowy rozsądek.

A na koniec spytam, czy widział ktoś może mecz Polaków z Łotwą? Wydaję mi się, że z takimi piłkarzami to nas do tej Unii jednak nie przyjmą...

Mateusz Machaj

degaulle@wp.pl

ZOBACZ PODOBNE ARTYKUŁY:


Pokaż innym ten wpis:

pobierz jako PDF

Komentuj z Facebookiem


Rozmiar tekstu: A A A
Wyślij emaila
Sekret
kapitalizm
Hipnotyczny marketing
Asertywność NLP Cele Sukces


Dziennik Internautów (DI) - internet w życiu i biznesie
Wprost
Wprost i Kultura
Ludzie
Blogbox
Webhosting.pl. Portal technologii internetowych
Pitbul
ototrend
Portal Zwierciadło - weź oddech | Portal Zwierciadlo
Polska Agencja Prasowa
Webinside.pl: tworzenie stron WWW, kurs HTML, PHP, Flash
Gover
InfoTuba