Rozwój osobisty? A po co?

Rozwój osobisty? A po co?

Początkowe pytanie zasadnicze – „czy warto w ogóle się zainteresować rozwojem samego siebie” zmigrowało w pytanie...

Mateusz Machaj: Czy kapitalizm jest odpowiedzialny za kryzys?

Czy kapitalizm jest odpowiedzialny za kryzys?

O kłopotach amerykańskiej gospodarki rozpisują się nie tylko ekonomiści i analitycy finansowi.

Formuła Sukcesu - 3 proste kroki do każdego celu

Formuła Sukcesu - 3 proste kroki do każdego celu

Ilu ludzi, tyle definicji sukcesu. Dla każdego będzie oznaczać to całkiem coś innego.

10 umysłowych trików, które musisz znać

10 umysłowych trików, które musisz znać

Umysł zna wiele sztuczek, o których pewnie jeszcze nie słyszałeś. Będziesz zaskoczony jak łatwo i przyjemnie (...) Więcej »

Nowe artykuły w serwisie poświęcone rozwojowi osobistemu i ekonomii

Jak kształtuje się sposób myślenia?

Jak kształtuje się sposób myślenia?

Wszyscy ludzie są różni i każdy z nas jest – chciałoby się rzec – genetycznym unikatem. Charakteryzuje Cię pewna grupa cech, których nikt inny nigdy wcześniej (...) Więcej »

Jak odnaleźć swoją pasję

Jak odnaleźć swoją pasję

Często z prośbą o pomoc piszą do mnie osoby, które chciałyby robić w życiu coś, co zawsze ich będzie pasjonować. Chciałyby pracować wiedząc, że to jest (...) Więcej »

Sekret, czyli Prawo Przyciągania

Sekret, czyli Prawo Przyciągania

Od jakiegoś czasu sporo hałasu w mediach robi film „The Secret". DVD i książki związane z ‘The Secret' są na liście bestsellerów amazon.com. W naszym rodzimym (...) Więcej »

Polityka personalna i strategiczne zarządzanie potencjałem społecznym

Polityka personalna i strategiczne ...

Funkcja personalna, podobnie jak marketingowa, finansowa, produkcyjna itd., jest jedną z funkcji przedsiębiorstwa. Zajmuje się (...) Więcej »

Jesteś tutaj: Start » Historia myśli ekonomicznej cz. 11 - Artykuły » Inflacja (cz. 3)

Inflacja (cz. 3)

Drukuj | 28 kwiecień 2011 | Tekst pochodzi z www.kapitalizm.republika.pl

Dlaczego 100%?

Cały czas sypią się na mnie cegły i ciągle zapytania, jak wolnorynkowiec może w ogóle narzucać odgórnie, że banki mają utrzymywać 100% rezerw złota do lokat "na żądanie". Rzekomo jest swoboda umów i ludzie mogą "sami decydować". W jednym z maili czytamy:

Mianowicie twierdzi Pan, że banki pożyczając wkłady na żądanie dopuszczają się złodziejstwa. Ale przecież Bank to nie przechowalnia bagażu. Podpisując umowę z bankiem każdy klient zgadza się (i to świadomie), że za dzień czy za tydzień może odebrać taką samą kwotę (+odsetki), ale na banknotach nie muszą być te same numery seryjne ! Zgadza się też świadomie by bank obracał jego pieniędzmi. (jeżeli robi to nieświadomie - bo takie rzeczy nie są chyba zapisane w umowie tylko w ustawach - to już jego problem nieznajomości prawa (zna Pan chyba rzymską maksymę: Ignorantia iuris nocet) Bank zobowiązany jest dostarczyć klientowi dobro o tej samej wartości (+ odsetki), a nie fizycznie to samo dobro (+ odsetki). Każdy klient świadomie zgadza się na taki układ i dopóki wywiązuje się z tego układu ja nie widzę powodu by działalność banku nazwać złodziejstwem.

Zanim przejdziemy do kwestii pieniądza musimy przypomnieć sobie raz jeszcze Johna Locka. Gospodarka wolnorynkowa opiera się na podstawowym prawie: prawie własności. Czym się owe prawo charakteryzuje? Ano tym, że każdą własność może posiadać tylko i wyłącznie jedna osoba. Tak jak jeden kawałek ziemi może okupować tylko jedna osoba w danej chwili (stojąc gdzieś), analogicznie w danej chwili właścicielem danej rzeczy może być tylko jedna osoba. Raz jeszcze dokładnie. Tylko jedna osoba może posiadać w swojej dyspozycji uprawnienia do rozporządzania jakąś własnością. To oczywiście nie przeczy temu, że można posiadać 50% wartości czegoś albo 10%. Jeśli mam "na spółkę" sztabę złota z Jasiem, to znaczy, że ja posiadam połowę tej sztaby, a on połowę.

Powtórzmy wyraźnie. Nie ma takiej możliwości, żeby do danej własności posiadała uprawnienie więcej niż jedna osoba. Nie neguje to ani swobody kontraktów, ani prawa własności, ani prawa do reprezentowania, ani prawa do udziałów itd. Jednakże określone uprawnienia do konkretnego przedmiotu może posiadać tylko jedna osoba.

Ustaliliśmy, że pieniądzem w wolnym społeczeństwie jest złoto (srebro pomijamy dla wygody). Są nieraz kłopoty z transportem, więc powstają banki. Mam tutaj na myśli magazyny pieniężne. I właśnie w tym sensie, bank jest dokładnie tym samym co przechowalnia bagażu. Jeśli zostawiam w nim bagaż "na żądanie", to znaczy, że nikt nie ma prawa mi nim dysponować - on jest pozostawiony tam w przechowalni. Analogicznie pozostawiając złoto w banku, nie odstępuję od swojej własności - jedyne uprawnienie, jakie dostaje ode mnie bank to "przechowywanie jako depozyt na żądanie". A to oznacza, że złoto ma tam leżeć tak jak leży bagaż w przechowalni.

Autor listu między wierszami pisze, że bagaż jest konkretny, a złoto jednolite i nie obchodzi klienta, czy otrzyma to samo złoto, ponieważ liczy się sama waga. W porządku. I co z tego? Jednorodność złota tylko ułatwia proceder kradzieży, ale go nie usprawiedliwia! To nie jest żadne uzasadnienie - wróćmy do USA z wieku dziewiętnastego. Wtedy rozwinęły się magazyny zbożowe, które zaczęły wypuszczać papierki na zboże "na żądanie" bez pokrycia. Czy jest to proceder kradzieży czy nie? Po pierwsze jest to przekłamanie, bo za takim papierkiem nie kryje się żadne "zboże na żądanie". Tak jak nie można emitować papierków na nieistniejącą ziemię, na nieistniejące samochody i tak jak nie można sprzedawać pustych kartonów pod postacią chrupek śniadaniowych, tak samo nie można emitować banknotów "na żądanie", za którymi nie stoją 100% rezerwy na złoto. Wypuszczanie fałszywego tytułu prawa własności jest aktem oszustwa, a akt oszustwa jest równoznaczny ze złodziejstwem. Jest to kradzież, gdyż dochodzi do wymiany nierealnych, fałszywych, nieistniejących tytułów własności.

Nie mówiąc o tym, że o złodziejskim i niemoralnym charakterze systemu rezerw cząstkowych, świadczy fakt, że jeśli ktoś przyjdzie z takim pustym papierkiem wypłacić złoto, to jego roszczenie zostaje zaspokojone kosztem innych osób. Jeśli nie ma 100% rezerw, to A oddając papierek, dostaje własność B. B oddając papierek, dostaje własność C. I tak dalej. Nawet jeśli nie dojdzie do runu na banki, to i tak instytucja systemu rezerw cząstkowych jest procederem złodziejstwa.

Wracając do przykładu ze zbożem. Proszę sobie wyobrazić, że emitowanie papierków na nieistniejące zboże doprowadzało do cyklów koniunkturalnych na tym rynku. Nagłych boomów i spekulacji, kończących się recesją. Wiemy już, że dokładnie tak samo jest z pieniądzem, tylko że cykl koniunkturalny zaczyna dotykać w takiej sytuacji całej gospodarki, ponieważ pieniądz jest jej krwioobiegiem. Sądy słusznie orzekły, że zboże "na żądanie" jak sama nazwa wskazuje mają być przechowywane "na żądanie" (tutaj klient też nie patrzył, czy otrzyma "dokładnie to samo zboże"!). Niestety w przypadku złota tak nie uznano, zapewne z powodu nacisków władzy, która sprzymierzała się z bankami do tego, aby korzystać na zwiększaniu pieniądza. Właściwie nie powinniśmy mówić o zwiększaniu pieniądza. Na wolnym rynku pieniądzem jest złoto, zaś "banknot" jest substytutem pieniądza, a nie pieniądzem. Zatem jeśli banki wypuszczają więcej papierków niż mają złota, wypuszczają substytuty pieniężne. A do czego są te substytuty? No właśnie - do pieniędzy innych ludzi. Do własności innych ludzi.

Banknoty bez 100% rezerw na żądanie powinny mieć napisane na sobie: "ten banknot wyemitowany przez bank Machajosa zobowiązuje do wypłaty określonej ilości kruszcu w momencie stawienia się klienta pod warunkiem, że bank akurat będzie w stanie wypłacić te pieniądze, bo one nie spoczywają w skarbcu tylko zostały użyczone innym jako środek pieniężny; jeśli nie spełnimy warunków zachodzą następujące rzeczy...".

Niektórzy się na mnie rzucą, że rozwalam współczesny system bankowy. A pewnie, że rozwalam! Pamiętajmy o jednej podstawowej rzeczy: zwiększanie podaży pieniądza prowadzi jedynie do spadku jego siły nabywczej i redystrybucji własności. Nie produkuje to niczego nowego. Jeśli ludzie nie chcą trzymać złota w bankach i nosić banknotów na żądanie, to jest to ich sprawa. Nie muszę oczywiście dodawać, że nie mówimy tutaj o systemie kredytowym, kiedy to właściciel sztaby złota oddaje ją do dyspozycji komuś np. na rok. Wtedy zwie się to umową kredytową i oznacza to zrezygnowanie z prawa władania sztabą. Ściślej oznacza to sprzedaż dobra dzisiejszego (sztaby o określonej wartości) w zamian za kupno dobra przyszłego (sztaba o większej wartości za jakiś czas). Stosunek jednego do drugiego to czasowa preferencja, jaka jest w gospodarce wyrażana poziomem stopy procentowej.

Autor listu zarzuca mi, że nie sposób sprawdzić, kiedy bank nie utrzymuje 100% rezerw. Jak widzieliśmy to jest taki proceder przestępczy jak każda inna kradzież i wystarczy pozew sądowy przeciwko bankowi, nawet jeśli bank przekupi innych klientów.

Znowu cykl i znowu "ogólny poziom cen"

Ktoś się mnie zapyta o ekonomiczne korzyści systemu rezerw cząstkowych. Czy nie warto drukować pieniądza, żeby "rozwijać gospodarkę"? Nie warto, bo prowadzi to do cyklu koniunkturalnego. Jeśli w systemie kredytowym ludzie zwiększają swoje oszczędności, to rezygnują z dóbr dzisiejszych, środki przesuwa się w "wyższe stadia produkcji" (narzędzia, huty, kopalnie, silnie skapitalizowane przedsiębiorstwa). W ten sposób zwiększają się inwestycje. Jednak musi dojść do zrezygnowania z części dóbr dzisiejszych, musi dojść do tego, że ludzie nie będą dzisiaj konsumować, musi dojść do zwiększenia oszczędności, czyli do spadku czasowej preferencji ludzi, który to spadek obniży stopę procentową.

Co się jednak dzieje, kiedy drukujemy pieniądze, obniżając stopę procentową, podczas gdy czasowa preferencja ludzi pozostaje ta sama? Dochodzi do okresu złych inwestycji i nadkonsumpcji. Nowe pieniądze spływają, a ludzie wydają je na konsumpcję. Środki są ciągnięte w dwie strony: w jedną przez system kredytowy do "wyższych stadiów produkcji", a w drugą przez konsumentów do "niższych stadiów produkcji". Po tym okresie sztucznego rozwoju zaczyna pojawiać się problem zbyt dużej inflacji, trzeba skończyć drukowanie pieniądza, a tu okazuje się, że zbyt dużo środków zostało przesuniętych do "wyższych stadiów". Przedsiębiorcy źle skalkulowali koszty, błędnie podjęli decyzję o wejściu w określone branże, po czym stanęli przed faktem niedokończonych, złych inwestycji. Teraz ceny tych "wyższych stadiów" zaczynają spadać względem dóbr konsumpcyjnych tak aby przywrócić naturalną różnicę cen.

Szkoła Austriacka jako jedyna potrafi wyjaśnić tym sposobem fenomen "inflacyjnej recesji". Dawniej wierzono, że podczas recesji ceny tylko spadają. Mowa o "ogólnym poziomie cen". Że ogólny poziom cen spada i jeśli rośnie to nie ma mowy o recesji, a tymczasem zostało to zweryfikowane w 1958 roku, kiedy to pojawił się problem recesji inflacyjnej. Bezrobocie rosło, inwestycje spadały, a "ogólny poziom cen" rósł! Keynesiści stanęli przed stryczkiem, a ich koncepcje zaczęły gwałtownie topnieć. Od czasu zupełnego odejścia od złota mamy do czynienia z powtarzającymi się recesjami inflacyjnymi.

Jak Austriacy to tłumaczą? Właśnie różnicą cen. Podczas recesji zawsze spadają ceny dóbr producenckich względem dóbr konsumenckich, ponieważ to różnica cen jest kluczem do zrozumienia praw rządzących gospodarką. Monetaryści i Keynesiści przyjmują wysoki poziom zagregowania, w którym liczy się "ogólny poziom cen". Szkoła Austriacka podchodzi do problemu dezagregatowo: ważna jest różnica cen. Między tym, za ile kupię, a za ile sprzedam. Właśnie dlatego tylko Misesiści doskonale rozumieją problem inflacyjnej recesji.

ZOBACZ PODOBNE ARTYKUŁY:


Pokaż innym ten wpis:

pobierz jako PDF

Komentuj z Facebookiem


Rozmiar tekstu: A A A
Wyślij emaila
Sekret
kapitalizm
Hipnotyczny marketing
Asertywność NLP Cele Sukces


Dziennik Internautów (DI) - internet w życiu i biznesie
Wprost
Wprost i Kultura
Ludzie
Blogbox
Webhosting.pl. Portal technologii internetowych
Pitbul
ototrend
Portal Zwierciadło - weź oddech | Portal Zwierciadlo
Polska Agencja Prasowa
Webinside.pl: tworzenie stron WWW, kurs HTML, PHP, Flash
Gover
InfoTuba