Rozwój osobisty? A po co?

Rozwój osobisty? A po co?

Początkowe pytanie zasadnicze – „czy warto w ogóle się zainteresować rozwojem samego siebie” zmigrowało w pytanie...

Mateusz Machaj: Czy kapitalizm jest odpowiedzialny za kryzys?

Czy kapitalizm jest odpowiedzialny za kryzys?

O kłopotach amerykańskiej gospodarki rozpisują się nie tylko ekonomiści i analitycy finansowi.

Formuła Sukcesu - 3 proste kroki do każdego celu

Formuła Sukcesu - 3 proste kroki do każdego celu

Ilu ludzi, tyle definicji sukcesu. Dla każdego będzie oznaczać to całkiem coś innego.

10 umysłowych trików, które musisz znać

10 umysłowych trików, które musisz znać

Umysł zna wiele sztuczek, o których pewnie jeszcze nie słyszałeś. Będziesz zaskoczony jak łatwo i przyjemnie (...) Więcej »

Nowe artykuły w serwisie poświęcone rozwojowi osobistemu i ekonomii

Jak kształtuje się sposób myślenia?

Jak kształtuje się sposób myślenia?

Wszyscy ludzie są różni i każdy z nas jest – chciałoby się rzec – genetycznym unikatem. Charakteryzuje Cię pewna grupa cech, których nikt inny nigdy wcześniej (...) Więcej »

Jak odnaleźć swoją pasję

Jak odnaleźć swoją pasję

Często z prośbą o pomoc piszą do mnie osoby, które chciałyby robić w życiu coś, co zawsze ich będzie pasjonować. Chciałyby pracować wiedząc, że to jest (...) Więcej »

Sekret, czyli Prawo Przyciągania

Sekret, czyli Prawo Przyciągania

Od jakiegoś czasu sporo hałasu w mediach robi film „The Secret". DVD i książki związane z ‘The Secret' są na liście bestsellerów amazon.com. W naszym rodzimym (...) Więcej »

Polityka personalna i strategiczne zarządzanie potencjałem społecznym

Polityka personalna i strategiczne ...

Funkcja personalna, podobnie jak marketingowa, finansowa, produkcyjna itd., jest jedną z funkcji przedsiębiorstwa. Zajmuje się (...) Więcej »

Jesteś tutaj: Start » Historia myśli ekonomicznej cz. 11 - Artykuły » Inflacja (cz. 2)

Inflacja (cz. 2)

Drukuj | 28 kwiecień 2011 | Tekst pochodzi z www.kapitalizm.republika.pl

Liczenie inflacji

Każdy na rynku produkuje dobra i usługi, sprzedając je za pieniądze, które potem zamienia na inne dobra i usługi.

Dlaczego tak obsesyjnie o tym przypominam? Ponieważ nie ma czegoś takiego jak "ogólny poziom cen". Czymże jest ta tajemnicza rzecz? Jest ważonym koszykiem różnych dóbr, których konsumpcja utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie. Nie jest to "ogólny poziom cen", tylko jest to jakiś wymyślony abstrakcyjny koszyk, który waży jakieś poszczególne dobra.

Są to dobra konsumpcyjne, alkohol, chleb itd. Ten "ogólny poziom cen" ignoruje ceny dóbr innych, które zmieniają się częściej i ceny dóbr producenckich. Poza tym nie można wyliczyć czegoś takiego jak "ogólny poziom cen" - to najbardziej autorytarny wynalazek współczesnej ekonomii. Rozumiem, że dla niektórych to może być szokujące, ale taka jest prawda.

Nie zapominajmy o mikroekonomii i tym, że ceny to jeden wielki wachlarz indywidualnych transakcji. Nie przekonuje to jednak jednego z Czytelników "SP".

"Gdy mówiłem o stabilności cen miałem na myśli utrzymywanie stabilnej relacji pomiędzy podażą pieniądza a podażą wszystkich innych towarów i usług. Nie chodziło mi o stabilizowanie cen pojedynczych towarów (ja nie jestem zwolennikiem centralnego planowania), ale właśnie o ustabilizowanie relacji pomiędzy koszykiem wszystkich dóbr a podażą pieniądza. Obrazowo mówiąc jeżeli struktura towarowa w koszyku zmieniła się, ale nadal waży on tyle samo to należy pozostawić taką samą ilość pieniądza. Ale jeżeli koszyk zaczyna ważyć więcej (wzrost PKB) to należy również zwiększyć podaż pieniądza".

Nie wiem jak innych ale mnie to nie przekonuje. Co więcej ignoruje to całą powyższą analizę marginalną i kilka faktów. Przede wszystkim to, że wraz z rozwojem rośnie produktywność, zwiększa się liczba dóbr i usług przez co mogą spadać ich ceny. Są to czynniki realne, jakie wynikają z suwerennych decyzji jednostek. Wzrost dobrobytu odbywa się poprzez właśnie tego typu "deflację cenową", która rozciąga rosnący dobrobyt na wszystkie elementy gospodarki. To jednak nie podoba się autorowi listu, który chce poprawiać decyzje rynku sugerując jego niedoskonałość w obniżaniu cen. (ja naprawdę nie mogę zrozumieć, co ekonomiści mają przeciwko temu, że spadają ceny!!!!)

"Nie twierdzę, że narzędzia, którymi dysponuje Bank Centralny są narzędziami doskonałymi. Oczywiście, że dla obliczenia ogólnego poziomu cen bierze się pod uwagę ograniczony koszyk dóbr, ale taki który możliwie najpełniej przedstawia sytuację w gospodarce. Zgadzam się, ze mimo wszystko to narzędzie jak i inne są niedoskonałymi. Tym nie mniej uważam, że są one lepszym zabezpieczeniem przed rosnącą ceną kredytu niż proponowana przez Pana deflacja".

"Koszyk, który możliwie najpełniej przedstawia sytuację w gospodarce". Raz jeszcze popatrzmy na naszą mikro, mikroanalizę. Taki koszyk do niej nic nie ma i w ogóle nie przedstawia sytuacji w gospodarce, bo jest wymysłem centralnego planisty. Przedsiębiorca wcale nie patrzy na to, jaka jest inflacja, jaki jest "ogólny poziom cen", bo przedsiębiorcę interesują dwie rzeczy:

  • kupić jak najtaniej,
  • sprzedać jak najdrożej.

Jednym zdaniem: zarobić jak najwięcej na różnicy cen. To jest właśnie to, co artykułują Austriacy: ważna jest różnica cen między dobrami producenckimi a konsumenckimi (o tym będzie niżej przy Japonii, swoistej utopii autora listu).

No i druga sprawa: ja nie proponuje żadnej deflacji. Jako zwolennik wolności proponuję zwyczajnie odczepić rządowe łapska brutalnie przyssane do pieniądza pod pretekstem "stabilizowania ogólnego poziomu cen". Autor listu pisze dalej: Ja nie chce poprawiać suwerennych decyzji podmiotów na rynku.

Patrząc na naszą mikroanalizę, możemy tylko spytać: jak nie jak tak?!

"Ja po prostu PRZYPUSZCZAM (podając argumenty przytoczone w poprzednich mejlach), że te podmioty będąc całkiem suwerennymi nie będą dostatecznie często zmieniać nominalnych cen towarów, płac itd".

Widać delikatne nawiązanie autora do problemu lepkości cen sugerowanego przez Johna Maynarda Keynesa, jakoby podmioty nie były w stanie reagować racjonalnie i odpowiednio na zmiany na rynku (rzekomo Bank Centralny ma działać lepiej niż przedsiębiorcy, którzy zdaniem autora listu nie będą obniżać cen). Tymczasem owa lepkość cen lub ich nielepkość to decyzja suwerenna. Jeśli na przykład spadną ceny wyrobu i wzrośnie produkcja bochenków chleba, to dalej przedsiębiorca określa, po jakiej cenie ma sprzedawać chleb. Załóżmy, że cena wynosiła wcześniej 2 złote, a po kilku miesiącach powinna spaść do 1,8 złotego. Kilku przedsiębiorców będzie chciało pozostawić cenę 2 złote. No i co z tego? Dobrowolnie w ten sposób rezygnują ze sprzedaży inwestując w swój majątek obrotowy. W imię czego musi wkroczyć Bank Centralny, aby "ustabilizować ceny" do 2 złotych? Czy nie widać, że jest to (1) niemoralne i (2) niemożliwe?

Autor chce manipulacją pieniężną doprowadzić do tego, że po wzroście podaży pieniądza "nowi producenci" podniosą ceny z 1,8 do 2 złotych, a starzy pozostawią je na pozostałym poziomie. Tak więc dziwnym sposobem raz jeden przedsiębiorca ma zareagować dobrze, innym źle. Nie trzeba się specjalnie przyglądać, że coś musi być nie tak w tej koncepcji.

Jeśli starzy producenci chcą pozostawić ceny na poziomie 2 złotych, zamiast je opuścić, to proszę bardzo! Gospodarka to szereg konsumentów i producentów, którzy angażują się w rozmaite wymiany własności zgodnie z własnymi przewidywaniami. Zostawiając cenę przy poziomie 2 złotych, podejmuję się ryzyka jak każdy przedsiębiorca. I są w takiej sytuacji dwa wyjścia:

  • decyzja mi się opłaci i przy trochę mniejszej sprzedaży uzyskam mimo wszystko większy zysk, albo
  • popełnię błąd i powinienem był jednak ceny obniżyć.

Proszę bardzo. Druga sytuacja nauczy mnie i ceny, że w przyszłości mają być mniej lepkie i mają spaść.

Żeby zrozumieć tę bardzo prostą prawdę o gospodarce wystarczy nie wychodzić poza analizę marginalną i pamiętać o tym, że gospodarka to system drobnych naczyń połączonych, a "ogólny poziom cen" to centralnoplanistyczny wymysł.

W porządku. Jak zatem Austriacy definiują inflację, skoro nie jako "wzrost ogólnego poziomu cen"? Dla Misesistów inflacja jest zjawiskiem pieniężnym polegającym na wzroście podaży pieniądza nie wynikającym ze wzrostu ilości kruszcu. Dlaczego? Bo zwiększanie się podaży pieniądza prowadzi jedynie do spadku jego siły nabywczej i dystrybucji własności. Po takiej sytuacji ceny są wyższe niż by były bez zwiększania podaży. Chociaż "ogólny poziom cen" może się nie zmienić.

Wszystkie dobra mają to do siebie, że zwiększenie się ich ilości prowadzi do wzrostu bogactwa, ale z pieniądzem jest inaczej. Pieniądz ostatecznie nie jest konsumowany, więc jego ilość nie ma znaczenia. Pieniądz funkcjonuje jako wspólny mianownik dla wszystkich cen na rynku i jeśli zwiększy się jego ilość, to musi spaść siła nabywcza. No, a jak zwracał uwagę na ten problem Richard Cantillon w "Essay on the Nature of Commerce in General", zwiększanie podaży pieniądza nie jest równomierne. Jedni otrzymają złotówki, a inni nie. Stąd pojawia się problem do autora listu - nazywany często "helikopterem Friedmana". Przecież Bank Centralny nie rozprowadza pieniędzy równomiernie przez system kanalików, tylko pieniądze wchodzą do obiegu po kolei do czyichś rąk kosztem innych, które tych pieniędzy nie dostaną. To pierwszy problem.

Drugi problem to kwestia tego, jak zwiększać tę podaż pieniądza? Którym "M"? Co jest tym pieniądzem? M1? M2? M2-A? MMMF? Pikanterii dodaje fakt, że każdy z narodowych Banków Centralnych stosuje własną definicję pieniądza. Rynek pieniężny jest bardzo zagmatwany w dzisiejszym skartelizowanym systemie bankowym, a wiara w to, że jeden człowiek (lub 10, wszystko jedno) jest nim w stanie sterować to wiara w to, że może on sterować cenami jajek. Ha! Z jajkami nie byłoby jeszcze tak źle, bo jajka niczego sobie, a pieniądz to dobro dla gospodarki najważniejsze; to jej krwiobieg. No, a poza tym koncepcja "stabilizacji poziomu cen" wymaga nacjonalizacji pieniądza - czegoś niedopuszczalnego dla zwolennika wolności.

Reasumując kompleks Irvina Fishera (prekursora "stabilizowania cen").

  • Nie da się wyliczyć "ogólnego poziomu cen", a abstrakcyjność tego tworu nie może odzwierciedlić skomplikowania gospodarki.
  • Nie wiadomo jakim wskaźnikiem podaży pieniądza się kierować i o ile go zwiększać. O 3% czy o 5%?.
  • Nie można zrzucić pieniędzy równomiernie "helikopterem Friedmana", więc na ekspansji pieniężnej ktoś zyska, a ktoś straci.
  • Do tego procederu konieczny jest długotrwały proces łamania praw własności i nacjonalizacji walut. A także naiwna wiara w to, że po takiej nacjonalizacji państwo nie wykorzysta swojej władzy do drukowania pieniądza na swoje potrzeby.
ZOBACZ PODOBNE ARTYKUŁY:


Pokaż innym ten wpis:

pobierz jako PDF

Komentuj z Facebookiem


Rozmiar tekstu: A A A
Wyślij emaila
Sekret
kapitalizm
Hipnotyczny marketing
Asertywność NLP Cele Sukces


Dziennik Internautów (DI) - internet w życiu i biznesie
Wprost
Wprost i Kultura
Ludzie
Blogbox
Webhosting.pl. Portal technologii internetowych
Pitbul
ototrend
Portal Zwierciadło - weź oddech | Portal Zwierciadlo
Polska Agencja Prasowa
Webinside.pl: tworzenie stron WWW, kurs HTML, PHP, Flash
Gover
InfoTuba