Jean Charles Leonard Simonde de Sismondi
12 luty 2011 | Tekst pochodzi z www.nbportal.pl
Jean Charles Leonard Simonde de Sismondi (19 maja 1773 - 25 czerwca 1842) - szwajcarski historyk i ekonomista, piszący po francusku i z tego względu zaliczany do przedstawicieli francuskiego nurtu ekonomii klasycznej. Urodził się i żył w Genewie. Jego przodkowie pochodzili z Włoch i Francji, ale po odwołaniu edyktu nantejskiego wyemigrowali do Szwajcarii. Odbył wiele podróży do Anglii, Toskanii, Włoch i Niemiec, które miały znaczący wpływ na kształtowanie się jego poglądów na ekonomię polityczną. W czasie swojej podróży do Anglii miał okazję poznać brytyjskiego klasyka ekonomii Davida Ricarda.
Warto przeczytać:
Ledwie kapitalizm zaczął się rozwijać, a już napotkał na ostrą i merytoryczną krytykę. I to kogo? Historyka z wykształcenia, farmera i bankowca z doświadczenia. Ale chyba tylko ekonomiści mogą docenić dziś, jak bardzo swoją krytyką Sismonde de Sismondi "pchnął" do przodu nie tylko ówczesne myślenie o kapitalizmie, ale także to, jak bardzo przyczynił się do współczesnego modelu rynku i zasad nim rządzących - z całą pewnością jego wkład jest nie mały.
Łódź się budziła...
"Pierwszy wrzaskliwy świst fabryczny rozdarł ciszę wczesnego poranku, a za nim we wszystkich stronach miasta zaczęły się zrywać coraz zgiełkliwiej inne i darły się chrapliwymi, niesfornymi głosami niby chór potwornych kogutów, piejących metalowymi gardzielami hasło do pracy.
Olbrzymie fabryki, których długie, czarne cielska i wysmukłe szyje-kominy majaczyły w nocy, w mgle i w deszczu - budziły się z wolna, buchały płomieniami ognisk, oddychały kłębami dymów, zaczynały żyć i poruszać się w ciemnościach, jakie jeszcze zalegały ziemię." A potem praca - o porannej herbacie grzechem było pomyśleć i dobrze, że przez cały dzień znalazła się choćby kromka chleba, najczęściej kilkanaście godzin w brudzie, duchocie i pyle. Za grosze. A życie ludzi na wsiach? Czasami jeszcze większa nędza. Gdy tymczasem właściciele takich fabryk opływali wręcz w luksusy i bogactwa i mieli swoje "ziemie obiecane".
Nie, niestety Sismonde de Sismondi nie mieszkał w Łodzi, a ów cytat pochodzi z "Ziemi obiecanej" Władysława St. Reymonta. W zasadzie jednak świt z powieści Reymonta nie różnił się wiele od poranka w XIX-wiecznym Londynie, Lyonie, czy wreszcie Genewie, gdzie Sismondi żył i pisał. A pisał, bo widział właśnie to nędzne życie biedoty na wsiach i w miastach, zmagania takich, jak kilka dziesięcioleci później Borowiecki, Moryc i Maks, ale i szybko rosnące gigantyczne fortuny takich, jak Bucholz. Wszędzie było podobnie, ale by mieć pełny obraz rzucimy okiem na całą Europę i cofniemy się o około 200 lat.
Mamy początek drugiej połowy XVIII wieku, rodzi się kapitalizm - w Anglii powstają przędzalnie bawełny, a na początku lat 80. także we Francji. W 1808 we Francji jest 326 przędzalni, a niespełna 20 lat później ich liczba zwiększa się prawie dwukrotnie. Ale w rzeczywistości te narodziny "nowej gospodarki" to wojna ustrojów - w większości krajów europejskich dominuje bowiem drobne rolnictwo i rzemiosło, praca rękodzielnicza i małe - w większości - majątki ziemskie chłopów.
Rozwój produkcji kapitalistycznej to okres wzrostów i kryzysów. W latach 1787-1788 r. w Anglii wybucha ostry kryzys w chyba najważniejszej ówcześnie gałęzi produkcji - przemyśle bawełnianym. Potem pojawiają się kolejne - 1797, 1810, 1825. Sytuacja stabilizuje się na początku drugiej połowy XIX w. - wtedy też kapitalistyczne formy produkcji fabrycznej przenikają do innych krajów Europy Zachodniej: Szwajcarii, Belgii, Niemiec. Konkurencja powstających fabryk "wykańcza" drobnych producentów tak w mieście, jak i na wsiach. Dlatego wszędzie obserwujemy postępujące rozwarstwianie się społeczeństw - z jednej strony szybkie powiększanie kapitału i bogactwa narodowego, a wraz z nim prywatnych fortun, z drugiej natomiast, może nawet jeszcze szybsze, powiększanie się i tak licznej wtedy rzeszy biedoty.
Nędza zmusza ludzi do migracji ze wsi do miast, ale nie wszyscy znajdują pracę - powiększa się liczba bezrobotnych i żebraków. Taka sytuacja rodziła przeświadczenie, że należy powstrzymać rozwój kapitalizmu, który nie jest wynikiem obiektywnej konieczności, postępu, biegu historii, ale rezultatem degeneracji etyki i moralności. Takie odczucia ogarniały zwłaszcza wielu intelektualistów. Jednym z nich był, przejęty i pozostający pod wielkim wpływem swojego rodaka z okresu oświecenia Jana Jakuba Rousseau, właśnie Sismonde de Sismondi.
Jean Charles Leonard Sismonde de Sismondi (1773-1842) urodził się w Genewie, w rodzinie protestanckiego pastora. Z wykształcenia był historykiem, ale prowadząc najpierw gospodarstwo rolne, a potem pracując w banku zdobył wiedzę bardzo rozległą. Pozwoliła mu ona toczyć, i to czasami także udane, boje z największymi ekonomistami okresu - Ricardo, Millem i Say’em, którego krytykuje najostrzej. W swoich dziełach polemizował również z Adamem Smithem - w napisanym w 1803 r. Richesse Comerciale (Bogactwo handlowe) podąża ścieżkami wytyczonymi przez Adama Smitha, ale już w napisanym 16 lat potem Nouveaux principes d’economie politique (Nowe zasady polityki ekonomicznej) wytoczył swoje największe działa przeciwko swojemu niedawnemu autorytetowi. W niektórych poglądach ostatecznie zgadzał się z klasykami, ale w przypadku większości teorii pozostał przy swoich. Krytykował kapitalizm, ponieważ widział w nim wewnętrzne sprzeczności. Fundamentalną była dla niego sprzeczność między produkcją a konsumpcją, która była również jedną z podstawowych zasad ekonomii klasycznej. Zaczął więc swoje argumenty od definicji haseł ogólnych.
Ekonomia polityczna prezentowana przez klasyków była nauką o czynnikach pomnażających bogactwo narodowe. Na takie widzenie sprawy Sismondi nie godził się. Uważał, że powinna ona być swoista teorią dobrobytu, czymś pośrednim między etyką a polityką gospodarczą państwa. Sismondi zgadza się tutaj z fizjokratami, że nie należy szukać tendencji rozwojowych, ale ustalić naturalne zasady, jakimi powinien się kierować rząd podczas wytyczania ram gospodarki - ustalania ilości sektorów gospodarki, ich organizacji i wielkości produkcji w każdym z nich, relacji ich łączących, a także - bardzo ważna rzecz - podziału dóbr materialnych, czyli podziału zysków.
Dlatego też, m.in. obserwując nędzę ludzi, krytykuje w kapitalizmie pogoń za zyskiem, prymat interesów produkcji kosztem szarego obywatela. Owszem produkcja jest ważna, ale przecież człowiek - powiada z przekonaniem Sismondi - zmuszony jest produkować tylko po to, by zaspakajać swoje potrzeby.
Z równie dużym przekonaniem twierdzi, że wielkość produkcji powinna zależeć wyłącznie od wielkości populacji - tutaj po raz pierwszy nawiązuje do sprzeczności konsumpcji i produkcji. Uważa, że "należy ich [bogactw] wzrost dostosować do wielkości wzrostu ludności i dokonywać podziału ich między tą ludnością w pewnym stosunku, którego nie można bezkarnie naruszyć." Ale w rzeczywistości zdarza się często, że dochód nie wzrasta razem z liczbą ludności - bywa, że liczba obywateli rośnie, a dochód nie. Tu widzi nasz bohater zasadniczą różnicę pomiędzy swoimi poglądami, a teorią głoszoną przez Ricarda, Saya, czy Malthusa. Uzasadnia jednocześnie, że źródłem braku tej równowagi jest to, że właśnie produkcja tworzona jest dla zysku, a nie dla potrzeb społeczeństwa, zaś producent dąży wyłącznie nie tylko do czczego bogacenia się, ale bezmyślnego rozwijania w nieskończoność produkcji (bezmyślnego, ponieważ może ono doprowadzić go do kryzysu. Ale do tego dojdziemy).
Sismondi twierdząc, że wielkość produkcji powinna być zgodna z potrzebami społeczeństwa, posuwa się jeszcze dalej. Tłumaczy, że jest pełen podziwu dla geniuszu ludzkiego umysłu, wynalazków epoki i nie jest przeciwny maszynom, ale perspektywa ich niezwykle szerokiego zastosowania budzi jego wielkie obawy. Uważa, że postęp i technikę należy wdrażać w życie tylko na tyle, na ile wzrosną potrzeby społeczeństwa. Próbuje udowodnić, że ekspansywne wprowadzanie do przemysłu maszyn spowoduje wiele społecznego nieszczęścia - pracę ludzi będą wypierały maszyny zbyt gwałtownie.
- J.Ch.L. Sismonde de Sismondi - liberalizm gospodarczy (II)
- John Stuart Mill - ostatni z wielkich klasyków
- John Stuart Mill - ostatni z wielkich klasyków (II)
- Cantillon, Turgot, Bastiat - prekursorzy ekonomii austriackiej
- Cantillon, Turgot, Bastiat (cz. 2) - prekursorzy ekonomii austriackiej
- Cantillon, Turgot, Bastiat (cz. 3) - prekursorzy ekonomii austriackiej
- Frédéric Bastiat: Teoria a praktyka
- Czym jest „Ekonomia Austriacka”?
- Czym jest „Ekonomia Austriacka”? (II)
- Lew Rockwell: Istotność Austriackiej Ekonomii
Komentuj z Facebookiem










































































