Rozwój osobisty? A po co?

Rozwój osobisty? A po co?

Początkowe pytanie zasadnicze – „czy warto w ogóle się zainteresować rozwojem samego siebie” zmigrowało w pytanie...

Mateusz Machaj: Czy kapitalizm jest odpowiedzialny za kryzys?

Czy kapitalizm jest odpowiedzialny za kryzys?

O kłopotach amerykańskiej gospodarki rozpisują się nie tylko ekonomiści i analitycy finansowi.

Formuła Sukcesu - 3 proste kroki do każdego celu

Formuła Sukcesu - 3 proste kroki do każdego celu

Ilu ludzi, tyle definicji sukcesu. Dla każdego będzie oznaczać to całkiem coś innego.

10 umysłowych trików, które musisz znać

10 umysłowych trików, które musisz znać

Umysł zna wiele sztuczek, o których pewnie jeszcze nie słyszałeś. Będziesz zaskoczony jak łatwo i przyjemnie (...) Więcej »

Nowe artykuły w serwisie poświęcone rozwojowi osobistemu i ekonomii

Jak kształtuje się sposób myślenia?

Jak kształtuje się sposób myślenia?

Wszyscy ludzie są różni i każdy z nas jest – chciałoby się rzec – genetycznym unikatem. Charakteryzuje Cię pewna grupa cech, których nikt inny nigdy wcześniej (...) Więcej »

Jak odnaleźć swoją pasję

Jak odnaleźć swoją pasję

Często z prośbą o pomoc piszą do mnie osoby, które chciałyby robić w życiu coś, co zawsze ich będzie pasjonować. Chciałyby pracować wiedząc, że to jest (...) Więcej »

Sekret, czyli Prawo Przyciągania

Sekret, czyli Prawo Przyciągania

Od jakiegoś czasu sporo hałasu w mediach robi film „The Secret". DVD i książki związane z ‘The Secret' są na liście bestsellerów amazon.com. W naszym rodzimym (...) Więcej »

Polityka personalna i strategiczne zarządzanie potencjałem społecznym

Polityka personalna i strategiczne ...

Funkcja personalna, podobnie jak marketingowa, finansowa, produkcyjna itd., jest jedną z funkcji przedsiębiorstwa. Zajmuje się (...) Więcej »

Jesteś tutaj: Start » Historia myśli ekonomicznej cz. 7 - Artykuły » Friedrich August von Hayek: Czy możemy ...

Friedrich August von Hayek: Czy możemy jeszcze uniknąć inflacji?

Drukuj | 12 kwiecień 2011 | Tekst pochodzi z mises.pl Tytuł oryginału: Can We Still Avoid Inflation?, Tłumaczenie: Paweł Witecki, Redakcja: Marcin Zieliński

[Esej ten stanowi treść wykładu wygłoszonego przed zarządem i gośćmi Foundation for Economic Education w Tarrytown w stanie Nowy Jork dnia 18 maja 1970 roku i został po raz pierwszy opublikowany w pierwszym wydaniu książki The Austrian Theory of the Trade Cycle and Other Essays pod red. Richarda M. Ebelinga]

W pewnym sensie pytanie zadane w tytule tego wykładu jest czysto retoryczne. Mam nadzieję, że nikt z Państwa nie podejrzewa, że choć przez chwilę wątpię w to, że od strony technicznej zatrzymanie inflacji nie stanowi problemu. Gdyby władze monetarne rzeczywiście tego chciały i były gotowe zaakceptować konsekwencje, mogłyby to zrobić praktycznie z dnia na dzień. W pełni kontrolują podstawę piramidy kredytowej i wystarczyłoby wiarygodne oświadczenie, że nie zwiększą ilości depozytów bankowych i banknotów w obiegu, a jeśli okaże się to konieczne, to nawet ją zmniejszą.

Co do tego ekonomiści nie mają żadnych wątpliwości. Jednak nie chodzi mi o możliwość w sensie technicznym, ale w sensie politycznym. Tu rzeczywiście stajemy przed zadaniem tak trudnym, że coraz więcej osób, włączając w to ludzi wysoce kompetentnych, uznało, że trwająca w nieskończoność inflacja jest czymś nieuniknionym. Nie słyszałem o żadnej poważnej próbie pokazania, jak możemy pokonać te przeszkody, które leżą na płaszczyźnie politycznej, a nie monetarnej. I nie mogę twierdzić, że znam oczywiste lekarstwo, które z pewnością jest możliwe do zastosowania i efektywne w panujących warunkach. Ale nie uważam tego za zadanie przekraczające ludzką wyobraźnię, kiedy zostanie zrozumiane to, że problem ten wymaga jak najszybszego rozwiązania. Moim głównym celem jest przedstawienie, dlaczego musimy powstrzymać inflację, jeśli chcemy, żeby społeczeństwo wolnych ludzi przetrwało. Kiedy ta paląca potrzeba zostanie w pełni zrozumiana, mam nadzieję, że ludzie zbiorą się na odwagę, by chwycić byka za rogi, co należy uczynić, jeśli chcemy usunąć przeszkody polityczne i mieć szansę przywrócenia funkcjonującej gospodarki rynkowej.

Większość podręczników i ogólnie opinia publiczna bierze pod uwagę tylko jeden szkodliwy skutek inflacji – czyli relacje między wierzycielem a dłużnikiem. Oczywiście, nieprzewidziana deprecjacja wartości pieniądza uderza w wierzycieli i przynosi korzyści dłużnikom. To ważny, ale w żadnym wypadku nie najważniejszy skutek inflacji. A jeśli to wierzyciele tracą, a dłużnicy zyskują, to większość ludzi nie przejmuje się tym szczególnie, przynajmniej dopóki nie zrozumieją, że w współczesnym społeczeństwie najważniejszą i najliczniejszą grupą wierzycieli są pracownicy i drobni ciułacze, zaś dłużnikami, którzy zarabiają najwięcej, są przedsiębiorstwa i instytucje kredytowe.

Ale nie chcę rozwodzić się zbyt długo nad tym najlepiej znanym skutkiem inflacji, który ponadto najłatwiej skorygować. Dwadzieścia lat temu wciąż miałem trudności z przekonaniem swoich studentów do tego, że gdyby powszechnie oczekiwano pięcioprocentowego wzrostu cen, to stopa procentowa wynosiłaby co najmniej 9-10 procent. Wciąż istnieją jednak ludzie, którzy jeszcze nie zrozumieli, że taka stopa procentowa będzie istnieć, dopóki będzie trwać inflacja. Jeśli w takiej sytuacji wierzyciele rozumieją, że zwrot netto stanowi tylko część zwrotu brutto, to przynajmniej krótkoterminowi pożyczkodawcy mają względnie niewielkie podstawy do narzekań – chociaż może się zdarzyć, że długoterminowi wierzyciele, jak właściciele rządowych obligacji i innych papierów dłużnych, są częściowo wywłaszczani.

Istnieje jednak inny, bardziej ukryty aspekt, o którym muszę w tym momencie co najmniej krótko wspomnieć. Inflacja podważa wiarygodność wszystkich praktyk księgowych i wskutek niej firmy osiągają fałszywe zyski, które są o wiele wyższe do prawdziwych. Oczywiście, mądry menedżer mógłby sobie jakoś z tym poradzić, uznając za zysk tylko to, co zostanie po wzięciu pod uwagę deprecjacji waluty, która wpływa na koszt odtworzenia kapitału. jednak nie interesuje to inspektora podatkowego, który będzie nalegał na opodatkowanie wszystkich pseudo-zysków. Takie opodatkowanie oznacza po prostu konfiskatę części kapitału, a w przypadku bardziej gwałtownej inflacji może okazać się to bardzo poważną sprawą.

Jednak są to wszystko znane sprawy, o których po prostu chciałem przypomnieć, zanim przejdziemy do mniej oczywistych, ale – z tego właśnie powodu – bardziej niebezpiecznych skutków inflacji. Według konwencjonalnej analizy, którą przedstawia się w większości podręczników, wzrost średnich cen oznacza, że wszystkie ceny – albo przynajmniej wszystkie ceny określane przez rynek z pominięciem cen ustanowionych przez dekrety lub umowy długoterminowe, jak np. ceny usług publicznych, czynsze i inne opłaty – rosną w tym samym czasie o mniej więcej tyle samo. Jednak nie jest to prawdą, co więcej, nie jest to nawet możliwe. Zasadniczym problemem jest to, że jeśli strumień wydatków pieniężnych rośnie, a ceny towarów i usług idą w górę, to różne ceny będą rosnąć nie w tym samym czasie, ale po kolei i w konsekwencji dopóki proces ten będzie trwał, ceny, które wzrosną jako pierwsze, będą rosnąć szybciej. Deformacja struktury cen zniknie dopiero po jakimś czasie po zatrzymaniu procesu inflacyjnego. Na ten fundamentalny problem kładł nacisk nasz wspólny mistrz, Ludwig von Mises przez ostatnie sześćdziesiąt lat. Konieczne jest jednak zastanowić się nad tym trochę dłużej, gdyż – jak niedawno odkryłem i co mnie zszokowało – nie zwrócił na to uwagi, ani nie podważył jeden z najznamienitszych żyjących ekonomistów.[1]

To, że kolejność, w jakiej stały wzrost strumienia pieniądza powoduje wzrost różnych cen, jest szczególnie istotna dla zrozumienia skutków inflacji, zostało wyraźnie dostrzeżone ponad dwieście lat temu przez Davida Hume’a – a właściwie jeszcze wcześniej przez Richarda Cantillona. Hume początkowo zakładał, że pewnego ranka każdy obywatel kraju wstał i odkrył, że w jego posiadaniu znalazła się cudownie podwojona ilość pieniędzy. Jednak nawet to nie doprowadziłoby do natychmiastowego i identycznego wzrostu wszystkich cen. To się nigdy nie zdarza. Pieniądz zawsze napływa do systemu w jakimś konkretnym punkcie. Zawsze znajdą się ludzie, którzy wydadzą pieniądze przed innymi. To , którzy to będą ludzie, zależy od tego, w jaki sposób zostanie zwiększony wzrost strumienia pieniądza. Dodatkowe pieniądze mogą zostać wydane w pierwszej kolejności przez rząd na roboty publiczne, czy też wzrost płac, przez inwestorów chcących zwiększyć swoje saldo gotówkowe albo przez pożyczkobiorców. Zostaną więc w pierwszej kolejności wydane na bezpieczeństwo, na dobra inwestycyjne, na pensje albo dobra konsumpcyjne. Następnie zostaną wydane na coś innego przez pierwszych odbiorców dodatkowych wydatków i tak dalej.

Proces ten będzie przybierał różne formy w zależności od pierwszego źródła lub źródeł dodatkowego strumienia pieniądza i jest on zbyt złożony, by mógł być przez kogokolwiek śledzony. Jednakże każda z tych form ma jedną rzecz wspólną: różne ceny będą rosnąć w różnym czasie, ale po kolei i dopóki będzie trwał ten proces, niektóre ceny będą rosnąć szybciej, a wskutek tego struktura względnych cen będzie znacząco różnić się od tego, co teoretycy opisują jako stan równowagi. Zawsze będą istnieć odchylenia cen na korzyść tych towarów i usług, które zostaną w pierwszej kolejności dotknięte przez nowy strumień pieniądza, a na niekorzyść kolejnych grup [towarów i usług] – wskutek czego wzrost nie będzie poziomy, ale będzie przypominać równię pochyłą – jeżeli za normalny przyjmiemy system cen, który istniał przed rozpoczęciem inflacji i który w podobnym kształcie powróci, kiedy zostanie zatrzymana inflacja.

Zmianie cen względnych, jeżeli trwa już przez jakiś czas i oczekuje się jej dalszego trwania, będzie oczywiście towarzyszyć podobna zmiana w alokacji zasobów: wzrośnie względna produkcja tych dóbr i usług, których ceny będą stosunkowo wyższe, a spadnie względna produkcja tych dóbr i usług, których ceny będą stosunkowo niższe. Redystrybucja zasobów produkcyjnych będzie oczywiście trwać tak długo, jak długo będzie trwać inflacja (o danej stopie). Zobaczymy, że ta zachęta do działań, które będą mogły być kontynuowane, pod warunkiem że będzie trwać inflacja, jest jedną z przyczyn, dla których obecna inflacja stawia nas przed pewnym dylematem, ponieważ jej zakończenie oznaczać będzie zlikwidowanie części miejsc pracy przez nią stworzonych.

Ale zanim przejdę do omówienia skutków dostosowywania się gospodarki do ciągłej inflacji, zmierzę się z argumentem, który – mimo że nie jest mi wiadome, czy gdziekolwiek to w sposób jasny przedstawiono – moim zdaniem leży u źródła poglądu uważającego inflację za względnie niegroźną. Wydaje się, że – jeśli przyszłe ceny zostaną poprawnie przewidziane – to każdy oczekiwany w przyszłości zbiór cen jest zgodny ze stanem równowagi, ponieważ obecne ceny dostosują się do przewidywanych przyszłych cen. Jednak nie wystarczy, że zostanie przewidziany ogólny poziom cen w przyszłości, a ceny, jak mogliśmy zobaczyć, będą się zmieniać w różnym stopniu. Założenie, że przyszłe ceny poszczególnych dóbr mogą być dokładnie przewidziane w czasie inflacji, prawdopodobnie nigdy nie będzie prawdziwe, ponieważ obecne ceny nie dostosują się do przewidywanych wyższych cen w przyszłości – bez względu na to, jakie te przyszłe ceny będą – same z siebie, ale wskutek wzrostu ilości pieniądza, który niesie ze sobą zmiany we względnej wysokości różnych cen.

Ważniejszy jednak jest fakt, że jeśli przyszłe ceny zostaną poprawnie przewidziane, inflacja nie będzie niosła ze sobą stymulujących skutków, z powodu których jest z radością witana przez tak wielu ludzi.

Inflacja jest początkowo mile widziana przez biznes, głównie dlatego że ceny produktów okazują się wyższe niż przewidywano. To z tego powodu powstaje ogólny stan euforii, fałszywe poczucie dobrobytu i poprawy sytuacji. Ci, którzy bez inflacji osiągnęliby wysokie zyski, osiągają jeszcze wyższe. Ci, którzy osiągnęliby normalne zyski, osiągają niezwykle wysokie. I nie tylko przedsiębiorstwa, które były na krawędzi bankructwa, ale nawet te, które powinny upaść, utrzymują się na powierzchni dzięki niespodziewanemu boomowi. Występuje ogólna przewaga popytu nad podażą – wszystko można sprzedać i każdy może robić wciąż to, co robił do tej pory. To jest ten rzekomo błogosławiony stan, w którym jest więcej miejsc pracy niż kandydatów i który lord Beveridge definiował jako stan pełnego zatrudnienia – nigdy nie rozumiejąc, że zmniejszająca się wartość jego emerytury, na co się tak skarżył na starość, była nieuniknioną konsekwencją wypełniania jego własnych zaleceń.

ZOBACZ PODOBNE ARTYKUŁY:


Pokaż innym ten wpis:

pobierz jako PDF

Komentuj z Facebookiem


Rozmiar tekstu: A A A
Wyślij emaila
Sekret
kapitalizm
Hipnotyczny marketing
Asertywność NLP Cele Sukces


Dziennik Internautów (DI) - internet w życiu i biznesie
Wprost
Wprost i Kultura
Ludzie
Blogbox
Webhosting.pl. Portal technologii internetowych
Pitbul
ototrend
Portal Zwierciadło - weź oddech | Portal Zwierciadlo
Polska Agencja Prasowa
Webinside.pl: tworzenie stron WWW, kurs HTML, PHP, Flash
Gover
InfoTuba