Carl Menger - koncepcja krańcowej użyteczności (II)
13 luty 2011 | Tekst pochodzi z mises.pl autor Joseph Salerno, tłumaczenie: Jan Lewiński
SZKOŁA KLASYCZNA I STAN TEORII EKONOMICZNEJ W PRZEDEDNIU PUBLIKACJI PRINCIPLES MENGERA
Kiedy w 1867 roku Menger poważnie zajął się teorią ekonomiczną, istniał już potężny, lecz dalece ułomny system teorii ekonomicznej, który wykształciła głównie brytyjska Szkoła Klasyczna, a dokładniej David Hume, Adam Smith i Davida Ricardo. Nieprzemijającą zasługą klasycznych ekonomistów jest skuteczne ukazywanie faktu, że zjawisko ceny – ceny produktów, płace i stopy procentowe – nie było skutkiem historycznej pomyłki lub kaprysu sprzedawców, lecz, że było zdeterminowane przez uniwersalne i niezmienne prawa ekonomiczne, tj. prawo podaży i popytu. Pokazali także, jak ceny, za pomocą kalkulacji i działań szukających zysków biznesmenów, efektywnie regulowały proces produkcyjny. Wnioskowali, że gdy cena sprzedaży w jakiejś branży przekraczała średni koszt produktu znacznie ponad normalny poziom, właściciele interesów byli zmotywowani przez potencjalne zyski do przesuwania doń wpływów z innych, już istniejących przedsięwzięć. Dodatkowa produkcja pojawiała się na skutek nowych przedsięwzięć, zapoczątkowanych przez inwestorów-kapitalistów chcących uzyskać ponadnormatywne zyski.
Z drugiej strony, w tych branżach, gdzie ceny produktów nie pokrywały kosztów produkcji, poszukiwanie zysków przez biznesmenów i ich awersja do strat prowadziły istniejące firmy do pomniejszania produkcji lub całkowitego jej porzucenia, przy jednoczesnym zniechęcaniu wejścia do branży dodatkowej konkurencji. Co więcej, w miarę zwiększania się produkcji w tych branżach, w których można było zebrać większe niż zwykle zyski, podaż zwiększała się w relacji do popytu i stopa zysku miała tendencję do kurczenia się do normalnego poziomu, jako że ceny malały do swego „naturalnego” poziomu w stosunku do kosztów produkcji. W przypadku branż, w których produkcja skurczyła się ze względu na straty, zmniejszenie podaży względem popytu ciągnęło ceny wzwyż, w stronę (i ponad) średnie koszty, do ich naturalnego poziomu, powodując zanik strat i pojawienie się w rezultacie tego procesu normalnego poziomu zysku.
Wedle klasycznego spojrzenia, zarówno cena jak i produkcja reagowały zgodnie z nieprzekraczalnymi prawami przyczynowości. Ceny determinowała interakcja wszystkich uczestników rynku tak, by aktualna cena wszystkich dóbr wyrażała chwilową równowagę podaży i popytu; alokowanie zasobów w rozmaitych procesach produkcyjnych rządzone było kalkulacjami, wyborami i szukaniem zysku (oraz unikania strat) przez biznesmenów, co oznaczało, że długofalowo zasoby były alokowane między różne gałęzie produkcji, by zyskiwać pewność tendencji do wyrównania się na pewnym poziomie normalnej, lub naturalnej „stopy zysku”, czy też po prostu stopie zwrotu ze wszystkich inwestycji kapitałowych. Tym samym klasyczna ekonomia w rzeczy samej zawierała w sobie zalążek teorii ludzkiego działania, lecz teoria ta była niekompletna, ponieważ skupiała się ściśle na kalkulujących biznesmenach, przysłowiowym „człowieku ekonomicznym”, który „kupuje na najtańszych, a sprzedaje na najbliższych sercu rynkach”. Innymi słowy, klasyczna teoria cen i produkcji była teorią wyłącznie kalkulowalnych działań, to jest działań na rynku, na którym wszystkie środki i cele, koszty i zyski, profity i straty mogły być obliczone w kategoriach pieniężnych. Podczas gdy było to wielkie osiągnięcie i ogromny krok naprzód w naukach ekonomicznych, pozostawiło jednocześnie niezauważone subiektywne i niekwantyfikowalne wartościowania oraz preferencje konsumentów, raison d’etre całej aktywności ekonomicznej.
By wyjaśnić to zaniedbanie, zwracamy się do wspomnianej wielkiej ułomności teorii klasycznej: jej teorii wartości. W próbie analizy wartości dóbr jako fundamentalnej dla teorii ceny, klasyczni ekonomiści rozpoczęli od koncentracji na abstrakcyjnych kategoriach lub klasach dóbr, tj. chleba, żelaza, diamentów, wody itp., oraz ogólnej ich użyteczności dla ludzkości. Te szerokie kategorie, na których opierała się klasyczna teoria wartości, były alternatywą dla skupiania się na ustalonej ilości konkretnego dobra i jego postrzeganej ważności dla wybierającej jednostki. Tym samym były na przegranej pozycji, gdy przychodziło do rozwiązania słynnego „paradoksu wartości”: dlaczego cena rynkowa jednego kilograma chleba jest prawie nieistotna w porównaniu do ceny tej samej masy diamentów mimo tego, że chleb jest nieoceniony dla podtrzymywania ludzkiego życia, podczas gdy diamenty są użyteczne jedynie dla przyjemności estetycznej lub ostentacyjnego pokazywania. Podążając drogą swej analizy, klasyczni ekonomiści zmuszeni byli tym samym do podziału wartości na dwie kategorie, „wartość użytkową” i „wartość wymiany”. Pierwsza odnosiła się do wagi dobra dla zaspokajania potrzeb człowieka, podczas gdy druga wskazywała zwyczajnie na rynkową cenę dobra. Lekceważąc wartość użytkową jako dany odgórnie i niewyjaśniony warunek wstępny wartości wymiany, przechodzili dalej, skupiając swój aparat analityczny wyłącznie na wartości wymiany. To podejście do teorii wartości naturalnie nie pozwoliło klasycznym ekonomistom rozwinąć kompletnej teorii ludzkiego działania, która integrowała wybory konsumentów z kalkulacjami i wyborami biznesmenów.
Bez możliwości ugruntowania swej teorii cen w subiektywnych wartościowaniach konsumentów, klasyczni ekonomiści skupili się na obiektywnych kosztach produkcji, by ujednolicić swój system teoretyczny. To skupienie uwagi na obiektywnych kosztach produkcji towarzyszyło nadaniu warunkom technicznym produkcji dóbr tego statusu co wyborom ludzi jako aktywnych determinantów aktywności ekonomicznej. W rezultacie powstała podzielona i sprzeczna teoria ceny. Według tej teorii, jak zanotowaliśmy wcześniej, ceny rynkowe – ceny, którymi posługiwano się w codziennych transakcjach – były determinowane przez podaż i popyt. Jednakże w rzeczywistości jedynie podaż była wyjaśniona jako rezultat kalkulacji monetarnych maksymalizujących zyski biznesmenów, podczas gdy poziomy popytu na różne dobra konsumenckie przyjęto za pewnik. Kiedy ludzkie wybory determinowały z dnia na dzień ceny rynkowe wszystkich dóbr, perspektywicznie patrząc wartość wymiany „reprodukowanych” dóbr nieuchronnie zmierzała w stronę „naturalnych” cen, wyznaczonych przez ich koszty produkcji, które same w sobie pozostały niewyjaśnione. „Rzadkie” dobra, te, których dostawy nie mogły być zwiększone przez procesy produkcji, takie jak antyki, rzadkie monety, obrazy starych mistrzów i tak dalej, traktowano jako oddzielną i względnie nieistotną kategorię dóbr, których wartości wymiany rządziły się wyłącznie podażą i popytem. Stąd rozłam w klasycznej teorii wartości i ceny. Lecz istniała także nierozwiązana sprzeczność, przynajmniej w przypadku dóbr reprodukowalnych: mimo tego, że pojawianie się aktualnych cen w każdym momencie jest przypisywane całkowicie ludzkiemu działaniu i kalkulacji, obciążone jest ono również tajemniczą tendencją do zmierzania w kierunku poziomu determinowanego przez czynniki absolutnie niezwiązane z ludzką wolą.
Odnosząc się do kwestii dotyczącej determinacji przychodów czynników produkcji, klasyczna analiza była praktycznie kompletnie bezużyteczna, ponieważ przeprowadzono ją w kategoriach szerokich i jednolitych klas, takich jak „praca”, „ziemia” i „kapitał”. To skłoniło klasycznych teoretyków do faworyzowania chimerycznych poszukiwań zasad, którymi rządzą się agregatowe udziały w przychodzie trzech klas właścicieli czynników – pracowników, właścicieli ziemskich i kapitalistów – zamiast zajęcia się ważnym zadaniem wyjaśniania wartości rynkowej i aktualnych cen specyficznych rodzajów zasobów. Teoria dystrybucji została tym samym przez Szkołę Klasyczną totalnie oderwana od jej quasi-prakseologicznej teorii ceny, i skupiła się prawie wyłącznie na różnicowaniu obiektywnych przymiotów ziemi, pracy i kapitału jako wyjaśnienia podziału agregatowego przychodu pomiędzy nimi. Tam, gdzie rdzeń klasycznej teorii ceny i produkcji zawierał zaawansowaną teorię kalkulowanego działania, klasyczna teoria dystrybucji skupiała się z grubsza jedynie na technicznych cechach dóbr.
Pod koniec lat 60-tych XIX wieku Menger zastał teorię ekonomiczną w tym nie satysfakcjonującym stanie. Jest prawdą, że szkoła wartości subiektywnej, której śladów można szukać u J.B. Saya, A.R.J. Turgota i Richarda Cantillona, pisarzy scholastycznych wieków średnich, rozkwitała na kontynencie przez cały okres dominacji Szkoły Klasycznej w Wielkiej Brytanii. Nawet sam Menger, sławny bibliofil, był wychowany i przesiąknięty pismami niemieckojęzycznej odnogi tradycji wartości subiektywnej. Jednakże, podczas gdy autorzy związani z tą tradycją wciąż powtarzali, że „użyteczność” i „rzadkość” są jedynymi determinantami cen rynkowych i w niektórych przypadkach nawet formułowali koncepcję marginalnej użyteczności, nikt przed Mengerem nie był w stanie systematycznie wypracować tych idei do poziomu pełnej teorii procesu wyceny i ogólnej teorii ekonomii.
- J.Ch.L. Sismonde de Sismondi - liberalizm gospodarczy
- J.Ch.L. Sismonde de Sismondi - liberalizm gospodarczy (II)
- John Stuart Mill - ostatni z wielkich klasyków
- John Stuart Mill - ostatni z wielkich klasyków (II)
- Cantillon, Turgot, Bastiat - prekursorzy ekonomii austriackiej
- Cantillon, Turgot, Bastiat (cz. 2) - prekursorzy ekonomii austriackiej
- Cantillon, Turgot, Bastiat (cz. 3) - prekursorzy ekonomii austriackiej
- Frédéric Bastiat: Teoria a praktyka
- Czym jest „Ekonomia Austriacka”?
- Czym jest „Ekonomia Austriacka”? (II)
- Lew Rockwell: Istotność Austriackiej Ekonomii
- Lew Rockwell: Istotność Austriackiej Ekonomii (II)
- Lew Rockwell: Istotność Austriackiej Ekonomii (III)
Komentuj z Facebookiem









































































