Adam Heydel: Ludwik Mises o liberalizmie (II)
| 18 luty 2011 | Tekst pochodzi z mises.pl, autor Adam Heydel, Transkrypcja do postaci elektronicz- nej: Tomasz Domoradzki
Rozpatrzmy ten zasadniczy zręb myśli Misesa. Opiera się on na trzech tezach:
- Zniesienie prawa własności środków produkcji jest nie do przeprowadzenia, uniemożliwia bowiem – na skutek usunięcia pieniądza – racjonalny rachunek gospodarczy. Ta teza rozwinięta i uzasadniona szeroko w Gemeinwirtschaft jest najmocniejszą pozycją systemu Misesa. Wynika z niej z koniecznością potępienie socjalizmu integralnego (kollektywizmu). Nie sądzę, by ją można było obalić.
- Każde ograniczenie prawa własności w jednym punkcie (jeżeli się jednak w zasadzie pozostawia) pozwala jednostce znaleźć furtkę, którą to ograniczenie potrafi obejść. Na cenę maksymalną odpowiada zaprzestaniem produkcji, na płacę minimalną zmniejszeniem ilości robotników i t. p. Takie ograniczenia wprowadzają Interwencjonizm, Syndykalizm, Socjalizm agrarny.
- Każde podobne obejście ograniczeń prowadzi do strat gospodarczych dla wszystkich, a więc także dla tych, których przepisy ograniczające chciały wziąść w obronę.
Teza druga była tylekrotnie stwierdzana przez doświadczenie, że może być uznana za pewną. Punkt trzeci należy przedyskutować. Zasadniczo Mises ma rację, ma może nawet więcej racji, aniżeli potrafi to wykazać.
Każde posunięcie „pod włos” naturalnego rozkładu pracy i kapitału, jest nietylko przesunięciem z jednej kieszeni do drugiej, ale zarazem stratą. Reakcja pogarsza jeszcze układ uznany za niekorzystny. Dlatego właśnie twierdziłem powyżej, że zatrudnienie bezrobotnych z podatków jest zwiększeniem bezrobocia. Tej dysproporcjalności, wynikającej z odsuwania kapitału i pracy od optimalnej repartycji nie podkreśla Mises z dostateczną wyrazistością.
Mises nie interesuje się matematycznym ujmowaniem zależności wielkości ekonomicznych, a to może (niesłusznie zresztą) prowadzić do wrażenia, że pojmuje owe zależności wprost, lub odwrotnie proporcjonalne. Przy takiem ujęciu życia ekonomicznego, grozi każdemu liberalizmowi możność odwrócenia jego rozumowań: cła szkodzą rolnictwu, ale pomagają przemysłowi. Póki się nie wykaże, że strata jest nieproporcjonalna, że jest większą od korzyści – bronić można polityki celnej. Płaca minimalna stanowi stratę dla przedsiębiorcy, ale korzyści dla robotników. Trzeba wykazać, że pośrednio niekorzystną jest także i dla robotników. Wykazać to w zasadzie najczęściej można i liberalizm ma tu bardzo mocne stanowisko. Wszystkie więzy obniżają dochód społeczny np. z 1000 na 800. Jeżeli poprzednio ten produkt dzielił się pomiędzy kapitalistów i robotników w stosunku 2:3, a płaca minimalna zmniejszyła ten stosunek na 1:4, to poprzednio robotnicy otrzymywali 600, obecnie 640. Ale furtka, która znajdują kapitaliści na dalszą metę, musi znowu do dawnego stosunku podział dochodu społecznego przywróci. Wówczas robotnicy otrzymają tylko 480, a kapitaliści 320.
Silniejszy gospodarczo łatwiej oczywiście swój udział w dochodzie społecznym obroni.
Niemniej, o nieproporcjonalności zmian nie należy zapominać. Są przypadki, kiedy, na krótką metę i dla niewielkiej grupy społecznej, można na drodze ograniczeń realne korzyści zdobyć. Przy bardzo sztywnej krzywej popytu na pracę, podwyżka sztuczna płac może dać tak wielką nadwyżkę, sumy płacy, że robotnikom opłaci się opodatkować na rzecz niewielkiej grupy, wykluczonych od pracy wskutek podwyżki płacy, współtowarzyszy. Przy bardzo sztywnej podaży, sztuczna zniżka ceny da doraźnie większe korzyści konsumentom, aniżeli stratę producentom. Są to przypadki raczej wyjątkowe, ale nie należy ich pomijać. Mises widzi rzeczy słusznie, ale w zbyt nieco odległej perspektywie.
Obliczając gospodarczo na bardzo daleką metę, i dla bardzo wielkich grup ludności, niema lepszej recepty jak liberalizm zupełny. Im bliżej tej linji trzyma się polityka gospodarcza, tem mniejsze straty, tem większy przyrost bogactwa rozlewający się na wszystkich.
W praktyce, w wyjątkowych wypadkach, odstępstwa są dopuszczalne.
Zmysłem realizmu i wyczuciem nieproporcjonalności związków przewyższa Misesa Cassel, który stawia problemy polityki ekonomicznej i socjalnej bardziej kazuistycznie, zapytując, czy w danej sytuacji, dla danej grupy społecznej i na dany przeciąg czasu, interwencja przyniesie korzyści, której nie przeważą straty. Mimo to pozostaje w zasadzie przekonanym liberałem. Liberalizm wychodzi w pierwszej linji z założenia, że wolna konkurencja jest tą siłą, która daje maximum bogactwa wszystkim, zmuszając (że użyje słów Effertza) do zdobywania bogactw, nie od ludzi, ale od przyrody. Profesor Caro powiada: „faktycznie wolnej konkurencji dawno już nie ma. Usunęły ją kartele i trusty. Powtarza się atoli tę bajkę dla małych dzieci w podręcznikach dla najnaiwniejszych i powtarza ją także Mises” (str. 209). Twierdzenie, że wolnej konkurencji „już niema” wydaje mi się conajmniej zbyt szeroką generalizacją. Zestawienie tego zdania z następnym może czytelnikowi nasunąć myśl, że Mises wogóle pomija fakt monopolu. Tak nie jest. Osobny rozdział jest poświęcony w Liberalismus stosunkowi liberalizmu do karteli i do monopolu
Mises ustala w nim w sposób sugestywny granice możliwej monopolizacji. Wskazuje w jak wielkim stopniu interwencjonizm monopolizację ułatwia. Opanowanie surowców, wykluczenie substytucji, oto naturalne warunki monopolu. Cła, maksymalne i minimalne ceny, to wydatna pomoc monopolom o charakterze miejscowym. Mises wskazuje, że tylko przy wymienionych warunkach kartel może istotnie monopolicznie kształtować ceny. „Potencjalna” konkurencja ogranicza w wysokim stopniu tę możliwość.
Mises ustala też „szkodę społeczną”, wynikającą z monopolizacji. Te rozumowania zasługiwały na przedyskutowanie. Mam osobiście wrażenie, że Mises istotnie nie docenia w praktyce siły tendencyj monopolistycznych i o tyle solidaryzowałbym się raczej z Casslem. Trzeba się zgodzić z oboma, że nawrót do liberalizmu usuwa najważniejszą podstawę z pod nóg monopolizacji, rozszerza zatem poważnie pole wolnej konkurencji, najkorzystniejszej społecznie formy walki gospodarczej.
Tak więc „stara piosenka”, jak mówi prof. Caro, odżywa w nienajpośledniejszych – dodajmy – mózgach. Oparta jest ona na całym tym zdrowym i mocnym fundamencie myśli ekonomicznej, jaką stanowi szkoła klasyczna i jej kontynuacja (tak jest!) szkoła użyteczności krańcowej. Jest to prąd, który niezależnie od tego, czy jego wyznawcy śpiewają swoją piosenkę „na cześć lichwiarzy spekulantów giełdowych oraz wyzysku robotników” (Caro l. c., str. 202), czy też mają serca czułe na kwestję sprawiedliwości, nie daje się przekonać, że: „podział dochodu społecznego nie może być traktowany inaczej, jak tylko z punktu widzenia prawa naturalnego i etyki” (Caro l. c., str. 205), mimo, że prof. Caro, jak pisze „dowiódł tego szczegółowo”. Odwrotnie, sądzi, że traktowanie podziału dochodu społecznego z punktu widzenia prawa naturalnego i etyki przynosi summa summarum szkodę najsłabszym gospodarczo.
Szkodę ponoszą wszystkie warstwy społeczne w Polsce bezustannie, właśnie na skutek nadmiaru interwencjonizmu i innych ideologij niegospodarczych w naszem życiu ekonomicznem. Dlatego odtrutka w postaci solidnego liberalizmu gospodarczego jest w Polsce szczególnie potrzebna. Nie sądzę bynajmniej, by „tysiącoletnia praca serca i myśli ludzkiej, balsam wiary, zdobycze nauki (były) tylko nadbudową, okrasą i nic więcej.” (Caro str. 206), który to pogląd liberałom i marksistom w czambuł prof. Caro imputuje, sądzę natomiast, że ekonomja jako nauka badawcza ma prawo do pewnej autonomji w obrębie ogólnego światopoglądu, podobnie, jak ją uzyskała w stosunku do wiary astronomja, fizyka, psychologja i inne nauki.
Dlatego cytowałem Misesa i dlatego zachęcam do studjowania ekonomicznej części jego dzieła.
By zachęta ta była bardziej skuteczną pozwalam sobie na zakończenie zacytować parę jego zdań, które świadczą najlepiej o talencie literackim, polocie i dowcipie autora. Oto jego riposta na szyderstwa pod adresem liberalizmu:
„Lasalle hat die Beschränkung der Aufgaben der Regierung … dadurch ins Lacherliche zu ziehen gesucht, dass er den, nach den Ideen der Liberalen eingerichteten Staat den „Nachtwächterstaat” gennant hat. Doch es ist nicht einzusehen warum der Nachtwächter-Staat lächerlicher oder schlechter sein sollte als der Staat, der sich mit der Sauerkrautzurichtung mit der Fabrikation von Hosen-Knöpfen, oder mit der Harausgabe von Zeitungen befasst”[vii] (str. 33).
Tyle o etatyzmie. O nadziejach proroków socjalizmu mówi Mises co następuje: „Die sozialistischen Schriftsteller versprechen nicht nur Reichtum für Alle, sondern auch Liebesglück, volle Entwicklung der seelischen und körperlichen Persönlichkeit, Entfaltung grosser künstlerischer und wissenschaftlicher Fähigkeiten usf. für alle. Trotzki hat erst vor kurzen in einer Schrift die Behauptung aufgestellt in der sozialistischen Gessellschaft werde „der menschliche Durchschnitt sich” „bis zum Niveau eines Aristoteles, Goethe, Marx erheben” … Alle Sozialistischen Schriften sind voll von solchem Unsinn. Doch ist gerade dieser Unsinn, der ihnen die meisten Anhänger wirbt”.[viii] (Op. cit. str. 15).
Pozwoliłem sobie przytoczyć te literacko interesujące sformułowania dlatego właśnie, że „bezduszny” liberalizm i „nieludzki” kapitalizm, nie pociągają czułych serc artystów słowa i pióra. „Die Grosse Masse der Schriftsteller die sich mit wirtschaftspolitischen Fragen befassen, pflegt keine Gelegenheit vorübergehen zu lassen, ohne auf die kapitalistische Gesellschaft sinnlose und kindische Angriffe zu häufen und entweder Sozialismus, oder Interventionismus oder gar Agrarsozialismus und Syndykalismus als herrliche Einrichtungen in begeisterten Worten zu preisen”.[ix] (Op. cit. str. 79).
Wielkie nazwiska i talenty spotyka się w tej grupie, ludzi, którzy wywierają potężny wpływ na masy, wszystko jedno, czy to jest Marx, Henryk George, czy Bertrand Russel. Trzeba im się przeciwstawić.
Niechże i świetna literacka strona artykułu prof. Caro znajdzie w tych cytatach z Misesa swoją przeciwwagę.
PRZYPISY
[1] Recenzja książki Misesa: Liberalismus, Gustaw Fisher, Jena, 1927, drukowana w zeszycie 3-cim Ruchu Prawniczego i Ekonomicznego, Poznań, 1929
[2] Przegląd Powszechny, luty 1929
[i] [W społeczeństwie socjalistycznym, gdzie wszystkie środki produkcji są w posiadaniu społeczności i gdzie w konsekwencji nie ma rynku i wymiany towarów i usług produkcyjnych, nie może być również cen pieniężnych na dobra i usługi wyższego rzędu. (s. 102)] Wszystkie cytaty w nawiasach kwadratowych zostały dodane przez redakcję Instytutu Misesa za: L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej, tłum. S. Czarnik, Arcana, Kraków 2004.
[3] Tej sprawie poświęca Mises więcej miejsca w swojem dziele Gemeinwirtschaft
[ii] [Po prostu nie ma innego wyboru, jak tylko taki: albo powstrzymać się od ingerencji w wolną grę rynkową, albo przekazać całe zarządzanie produkcją i dystrybucją rządowi. Albo kapitalizm, albo socjalizm: nie istnieje żadna pośrednia droga. (s. 111)].
[iii] [Fundusze niezbędne do takich projektów muszą zostać wycofane poprzez podatki i pożyczki z zastosowań, które by w innym wypadku znalazły”. (s. 118)]
[iv] [Wszystkie pośrednie formy (...) są daremne” (s. 118)]
[v] [ogólnie rzecz biorąc musimy pogodzić się z tym systemem, bo po prostu nie może być żadnego innego. (s. 122)]
[vi] [albo prywatna własność środków produkcji, albo głód i nędza dla wszystkich. (s. 123)]
[vii] [Lasalle próbował ośmieszyć koncepcję rządu ograniczonego, (...) nazywając państwo ustanowione na zasadach liberalnych „państwem – stróżem nocnym”. Ale trudno zrozumieć dlaczego państwo – stróż nocny miałoby być w jakiś sposób śmieszniejsze lub gorsze niż państwo, które zajmuje się przygotowaniem kiszonej kapusty, produkcją guzików do spodni lub publikacją gazet. (s. 59)]
[viii] [Socjalistyczni autorzy obiecują wszystkim nie tylko bogactwo, ale także szczęście w miłości, pełny rozwój fizyczny i duchowy każdej jednostki, rozwinięcie we wszystkich ludziach wielkich talentów artystycznych i naukowych, itp. Zupełnie niedawno Trocki w jednym ze swych pism stwierdził, że w społeczeństwie socjalistycznym „przeciętny typ człowieka wzniesie się na wysokość Arystotelesa, Goethego i Marksa. A ponad tym grzbietem pojawią się nowe szczyty”. (...) Cała socjalistyczna literatura pełna jest takich bzdur. Ale to właśnie te bzdury przysparzają jej najwięcej zwolenników. (s. 33-34)]
[ix] [Większość osób zajmujących się kwestiami gospodarczymi nie przepuszcza żadnej okazji do obrzucenia systemu kapitalistycznego bezsensownymi i dziecinnymi obelgami oraz do pochwalenia w entuzjastycznych słowach jako instytucji wspaniałych socjalizm czy interwencjonizmu, a nawet socjalizmu agrarnego lub syndykalizmu. (s. 125)]
- Lew Rockwell: Istotność Austriackiej Ekonomii
- Josef Christl: Teoria sprawdzona w praktyce
- Carl Menger - koncepcja krańcowej użyteczności
- Czym jest „Ekonomia Austriacka”?
- Lew Rockwell: Istotność Austriackiej Ekonomii
- Ludwig von Mises
- Ludwig von Mises: Kapitalizm
- Friedrich August von Hayek - współczesny ekonomista austriacki
Komentuj z Facebookiem









































































